poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział 65 Ślub Leo

Izabella

Udawanie szczęśliwej i podekscytowanej ślubem mojego braciszka coraz lepiej mi wychodziło. Nikt w Londynie nie wiedział o tym co się stało w Nowym Jorku. Mierzyłam sukienkę na ślub kiedy zadzwonił mi telefon.
- Paul?- mój chrzestny był zajęty remontem domu.
- Izabello, czy mogłabyś do mnie przyjechać.- szykują się kłopoty, on nigdy, ale to nigdy nie nazwał mnie Izabellą no chyba, że naprawdę przeskrobałam.
- Jasne, a coś się stało?- zapytałam.
- Dowiesz się jak przyjedziesz.- powiedział i się rozłączył. Zapłaciłam za sukienkę i pojechałam do mojego chrzestnego. W domu panował mały chaos, ale w gabinecie wszystko było takie jak zawsze.
- Powiedz co się stało?- zapytałam. Paul nic nie powiedział tylko pokazał mi wydruk z jakiejś plotkarskiej strony. Na zdjęciu byłam ja i chary jak wychodziliśmy ze szpitala w Nowym Jorku, a pod zdjęciem artykuł. Zaczęłam czytać. 'Czyżby Harry Styles spodziewał się potomstwa. 17 wrześni po gali w Nowym Jorku Izabellę Anders i Harrego Styles widziano jak wychodzą ze szpitala. Czyżby Harry Styles spodziewał się potomstwa. Z nieoficjalnych źródeł wynika, że Izabella leżała na ginekologi.'
- Ja rozumiem baliście się powiedzieć, że wpadliście, ale każdemu się zdarza. Lepiej jakby rodzice dowiedzieli się od was nie z gazet.
- Paul ja nie jestem już w ciąży.- powiedziałam najspokojniej jak potrafiłam.
- Nie to po jaką cholerę byliście w tym szpitalu. Mogę zdzwonić do Zayna on po was przyjechał.- powiedział.- Poczekaj ' już nie jesteś w ciąży'- zacytował.- Maleńka powiedz, że nie zrobiliście tego o czym myślę.
- Paul, ja poroniłam.- nie mogłam powstrzymać łez. Chrzestny chciał do mnie podejść, ale do gabinetu weszli chłopcy.
- Dzwoniłeś.- powiedział Harry.- Izi co się stało?- chłopak podszedł do mnie i przytulił. 
- Czyli ty już wiesz?- zapytał Liam.
- Wiem.- odpowiedział- O Zaynie i Emili też.
Otarłam moje łzy i spojrzałam na Zayna, mulat się nieco przestraszy groźnego spojrzenia Paula.
- Wiesz wpadki się zdarzają.- powiedziałam.
- No moje gratulacje.- powiedział Paul, a Zaynowi ulżyło. Odkąd dowiedział się, że będzie ojcem zrobił się o wiele poważniejszy i nieco bardziej poważny. 
- Tylko po to nas wezwałeś?- zapytał Lou.
- Właściwie tak.
- To po to ja odmawiałem randkę z El, myślałem, że dłużej nam zejdzie. Czasem mógłbyś się lepiej określać.- powiedział pasiasty i wyszedł.
Dzień ślubu
Praktycznie już gotowa stoję w łazience i się ubieram. Cholera w życiu nie zapnę tego zamka. pomyślałam.
- Harry.- krzyknęłam. Do łazienki wszedł Harry wystrojony w garnitur.
- Coś się stało?- zapytał.
- Czy mógłbyś zapiąć?- zapytałam. Poczułam tylko zimne dłonie na rozgrzanym ciele.- Coś jeszcze?- szepną mi wprost do ucha.
- Zapniesz mi naszyjnik?
- Oczywiście.- odpowiedział. Perełkowy naszyjnik zawisł obok wisiorka od Harrego.- A ten odpiąć? 
- Nie.- odpowiedziałam.- Ja się z nim nie rozstaję.- po moich słowach, oczy Harrego zamigotał iskierkami szczęścia.
- Kocham cię.- powiedział.
- Ja ciebie też.- odpowiedziałam.- Jak wyglądam?- zapytałam. Na sobie miałam niebieską sukienkę w kwiaty, beżowe szpilki. <klik>.
- Cudownie.- powiedział.
- Zakochańce gotowi?- usłyszałam jak z dołu krzyczy Liam.
- Tak.-powiedziałam i oboje z Harrym zeszliśmy na dół.
Na dole czekała na nas cała reszta. Leo zaprosił całe One Direction na ślub. Emili była w niebieskiej koronkowej sukience, Camil , w kremowej sukience, Alice  w różowej z różowymi dodatkami, a Eleanor w krótkiej bez ramiączek. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pod katedrę św. Pawła. Czekała na nas Paula. Minę miała niezadowoloną no znowu musiała założyć sukienkę. Razem weszliśmy do środka. Świadkiem Leo, był jego przyjaciel Thom, a druhną była przyjaciółka Ann jakaś Patrycja.  Przy ołtarzu czekał już mój braciszek. Zajęliśmy swoje miejsca. Rozległy się pierwsze takty marszu weselnego, najpierw pojawiła się Melania i Lili w pięknych sukieneczkach, następnie pojawiła się Ann w pięknej białej sukni z brązową koronką szła prowadzona przez mojego tatę. Doszli do końca nawy, Leo złapał za rękę Ann i oboje ustali przed księdzem. Rozpłakałam się na przysiędze.
- Ja Leo Anders biorę ciebie Annabeth za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską i że się nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci.- powtarzając każde słowo przysięgi mój braciszek patrzył w oczy swojej przyszłej żonie.
- Ja Annabeth Smeil biorę ciebie Leo za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę, aż do śmierci.Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci.- chlipałam w koszulę Harrego, dobrze, że użyłam wodoodpornego tuszu bo miałabym czarne smugi.
- Annabeth przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego amen.- Leo na palec założył jej obrączkę. Obrączki, które wybrał Leo były piękne, każda z nich miała wygrawerowane pół serca tak, że razem tworzyły jedność.
- Leo przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego amen.- na palcu mojego braciszka znalazła się obrączka.
- Ogłaszam was mężem i żoną, możesz już pocałować pannę młodą.- powiedział ksiądz, a Leo delikatnie pocałował Ann.
Para młoda wyszła na zewnątrz, a my za nimi, obsypywaliśmy ich ryżem. Zaczęły się gratulacje  najpierw byli moi rodzice, później kilku innych ludzi, aż w końcu  przyszła kolej na nas.
- Moje gratulacje siostrzyczko.- powiedziałam przytulając dziewczynę.- Braciszku nie wierzyłam, że w końcu doczekam tego momentu.
- Nie przesadzaj.- powiedział przytulając mnie.
Pojechaliśmy na salę, było bicie kieliszków pierwszy taniec młodej pary, rzucanie bukietu, który złapała zdziwiona Emili, Zayn złapał krawat. Było krojenie tortu i chyba specjalnie zamówili taki duży. Niall był w niebo wzięty. Pierwsi zmyli się Zayn i Emili, a później ja i Harry bo drogi loczek się spił. Wysiedliśmy z taksówki i Harry jakoś dał radę wdrapać się na schody do pokoju. Usiadł na łóżku, a ja poszłam się przebrać. Z łazienki wyszłam tylko w krótki spodenkach bo zapomniałam koszulki. Harry na mnie spojrzał, a ja doskonale znałam to jego spojrzenie.
- Harry nawet o tym nie myśl, jesteś kompletnie pijany.- powiedziałam.
On wcale nie zwrócił uwagi na moje słowa.Wstał z łóżka i chwiejnym krokiem do mnie podszedł. Jego usta znalazły się na moich, tylko to nie był ten sam pocałunek co zawsze. Nie delikatny tylko pełen agresji. Osunęłam się na krok, ale on on przysuną się do mnie jeszcze bliżej. Pierwszy raz w życiu bałam się mojego Harrego, a właściwie nie mojego Harrego bo ten chłopak stojący przed de mną nie przypominał chłopaka w którym się zakochałam.
- Harry ja na prawdę nie mam ochoty.- powiedziałam wymijając go, złapał mnie za nadgarstek sprawiając ból- Harry to boli.- powiedziałam już znacznie głośniej próbując wyrwać rękę z jego żelaznego uścisku.- Harry do jasnej cholery puść mnie.- byłam już bliska płaczu. - Harry proszę puść mnie.-Chłopak zaczął mnie brutalnie całować i gdyby nie Zayn nie wiem do czego by doszło.
- Powalił cię, jak mówi nie to nie.- powiedział do niego odrywając go ode mnie.- Izz spadaj do mnie do pokoju.
Nie myśląc nad niczym pobiegłam do pokoju Zayna mijając się z Louisem. Widząc mnie przestraszoną ze śladami łez na twarzy chłopak odruchowo mnie przytuliła.
- Izi co jest?
- Harry.- odpowiedziałam. Puścił mnie i poszedł do naszego pokoju, a ja zniknęłam za drzwiami sypialni Emili i Zayna. Cała wstrząśnięta sytuacją w pokoju przytuliłam się do przyjaciółki.

Harry

Obudziłem się z wielkim bólem głowy i jak się okazało chwilę później nigdzie nie było Izi. Pewnie już wstała. Poczłapałem do łazienki, opłukałem twarz zimną wodą i przyjrzałem się swojemu odbiciu. Miałem podbite oko.
- Co ja wczoraj robiłem?- zapytałem sam siebie. Zszedłem na dół, a tam wszyscy siedzieli z grobowymi minami. Szczególnie Zayn i Louis.- Powie mi ktoś gdzie jest Izi.
- U mnie w pokoju.- odpowiedział Zayn.
- A czemu?
- Bo się do niej dobierałeś na siłę.- odpowiedział za niego Louis.
- Kurwa co robiłem.
- To twoja dziewczyna i masz prawo mieć ochotę na sex, ale nie musisz się do niej dobierać jak ona tego nie chce. Straciła dziecko, potrzebuje twojego wsparcia, a nie cyrków jakie odstawiałeś wczoraj.
Moja pamięć zaczęła normalnie pracować, przypomniałem sobie ten strach w jej oczach i to co ja chciałem zrobić. Odwróciłem się na pięcie i pobiegłem na górę. Zapukałem do drzwi pokoju Zayna.
- Izi błagam otwórz.- prosiłem, w końcu dziewczyna otworzyła. Ten strach w jej oczach.- Przepraszam.- powiedziałem zdając sobie sprawę, że to żałosne słowo nic nie znaczy. Wczoraj zachowałem się jak pierwszy lepszy sukinsyn i ona miała prawo nigdy nie chcieć mnie oglądać. Nie mówiła nic, ta niepewność, oczekiwanie na wyrok.
- Pierwszy raz się ciebie bałam. Myślisz, że twoje pieprzone przepraszam coś zmieni, ty pewnie nawet nie wiesz za co mnie przepraszasz. Byłeś tak nawalony, że nic nie pamiętasz.- każde jej słowo było wymierzone jak cios, a ja dzielnie znosiłem moją karę.
- Pamiętam każdą chwilę.
- Pamiętasz jak cię prosiłam, żebyś przestał.
- Pamiętam.
- To powiedz mi czemu nie przestałeś?
- Nie wiem, Izi nie wiem co we mnie wstąpiło. Możesz mnie za to nienawidzić.
- Zamknij się.- powiedziała- Wiem, że powinnam cię nienawidzić, spakować walizki i odjechać, ale nie potrafię.- otworzyła szerzej drzwi i mnie przytuliła.
Boże byłem tak bliski stracenia mojego skarby, sensu mojego życia i to na własną głupotę. Nigdy więcej nie wezmę alkoholu do ust w tak dużej ilości. Nie wolno mi się doprowadzić do takiego stanu.
______________________________________________________
I co jak wam się podoba? Więc byliście świadkami pierwszego kryzysu w związku Izi i Harrego. Mam nadzieję, że się nie gniewacie za to małe zamieszanie. Mile widziane komentarze i do następnego 

3 komentarze:

  1. Świetny! Czekam na następny! Zapraszam na mojego bloga http://notidealbutmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Normalnie kocham to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń