piątek, 17 maja 2013

24. Mistrz naleśników

Liliana
Patrzyłam się na jezioro, później na Harry'ego. Ten szeroki uśmiech i roziskrzone zielone oczy. Położyłam dłonie na jego ramiona i patrząc w jego zielone oczy delikatnie musnęłam jego wargi.
- Za rok będzie stał tu nasz dom.- powiedział obejmując.- Przyjedziemy na wakacje z Darcy, Asią i naszym synkiem.
- Pamiętaj, że to może być dziewczynka.
- Albo jedno i drugie.- stwierdził.
- Nie bądź zachłanny.
- Nie jestem, tylko wymieniam taką ewentualność- powiedział i musnął moje usta.
Trzy miesiące później
Razem z Harry'm będziemy mieli wspaniały prezent dla przyszłych dziadków. Po pierwsze, w końcu powiemy im, że to będą bliźniaki, do tego chłopiec i dziewczynka. Jak się dowiedzieliśmy to myślałam, że ze śmiechu padnę. Wstałam z łóżka i udałam się do łazienki. Spojrzałam na swój duży brzuszek. Jak na czwarty miesiąc był całkiem pokaźny, a wszystko to sprawka bliźniaków. Byłam zła na cały świat, ale mój humor zmieniał się co chwilę. Zastanawiałam się jak Harry ze mną wytrzymywał. Wykonałam poranną toaletę i zeszłam na dół. Asia i Darcy dyskutowały o czymś z Harry'm, a raczej próbowały przekonać go do swoich racji.
- Harry no proszę my też chcemy iść.
- Jesteście za małe, zostaniecie z Louisem i Eleanor.
- Tatusiu.- dołączyła się trzylatka.
- Nie.
No tak dziewczynki chciały pójść z nami na głupi bankiet. Chcą wyreżyserować film na podstawie mojej książki. Nie za bardzo miałam ochotę iść na tą głupią imprezę. Wszystkie te aktoreczki z idealną figurą i ja. Przecież wiedziałam, że Harry kłamie z mówieniem, że wyglądam pięknie. Przypominam wielką szafę, zastanawiam się co będzie za miesiąc czy dwa. Odsunęłam od siebie męczące kwestie i spojrzałam na mojego męża. 
- O kochanie już wstałaś- zauważył wstając z kanapy.- Śniadanko dla moich skarbów?
- Tak. Wiesz zadajesz głupie pytania.
- Cicho nie marudź.- Dostałam buziaka i poszliśmy do kuchni.- El i Lou wezmą dziewczynki do siebie.
- Wiesz ja nie jestem przekonana co do tego bankietu. Harry ja jestem w ciąży.
- Sama mi wypominasz, że to nie choroba. To twoje przyjęcie musisz się na nim pokazać.
- Dobra, ale tylko na trochę- stwierdziłam niezadowolona.
- No i widzisz, ale mogłabyś się uśmiechnąć. Kocham twój uśmiech. No chyba go dzisiaj nie wyproszę.  Dzisiaj gotuje mistrz naleśników. 
- Mistrz naleśników? Z chęcią bym go poznała.
- Przecież go znasz i to bardzo dobrze.- oburzył się Harry i zabrał się do smażenia tych pyszności. 
Po kilku chwilach postawił mi pod nosem talerz naleśników. Delikatnie się uśmiechnęłam, niech ma co ja będę mu bronić. Zabrałam się za jedzenie mojego śniadania, a później poszłam się szykować na ten durny bankiet. Jakoś wyglądać muszę. Najpierw wzięłam długą kąpiel, później przebrałam się w czystą bieliznę. Założyłam na siebie szlafrok. Wysuszyłam włosy i lekko je podkręciłam. Zrobiłam sobie mocniejszy makijaż. Pomaszerowałam do garderoby po sukienkę. Wisiałam tam już od paru dni. Dług, granatowa na jedno ramię <klik>. Do tego zwykłe czarne szpilki <klik>. Spojrzałam na zegarek. Do bankietu zostały jeszcze dwie godziny. No to się pospieszyłam.  Ze szkatułki na biżuterię wyjęłam bransoletkę. Z przedmiotem w ręce zeszłam na dół, akurat do domu weszli Louis z Eleanor. 
- Cześć piękna- powiedział standardowo.
- Hej Louis.
- Gdzie Harry, zanim weźmiemy mamy wam coś do oznajmienia.


To tyle, mam nadzieję, że się podobał. Mile widziane komentarze i do następnego.

poniedziałek, 13 maja 2013

23. Trochę przeszłości

Liliana
Wyplątałam się z ramion Harry'ego i nie budząc go poszłam do łazienki. Znowu zrobiło mi się nie dobrze, ale to standardowo. Z walizki wyjęłam sobie ciuchy i poszłam pod prysznic. Ubrana, wyszłam z pomieszczenia. Chciałam nie budząc Harry'ego wyjść z pokoju, ale mi się nie udało.
- Lili gdzie idziesz?- zapytał zaspany chłopak.
- Chcę z domu wziąć parę rzeczy. Niedługo wrócę.
- Poczekaj pojadę z tobą- stwierdził.
- Nie trzeba- powiedziałam i wyszłam.
Na korytarzu spotkałam Louisa, z który już umówiłam się wcześniej. Chłopak zawiózł mnie do mojego starego domu. Nie chciał zostać w samochodzie.
- Lou no proszę cię, to za nic nie przypomina miejsca, w którym wy mieszkacie- stwierdziłam pokazując na stary budynek.
- Nie każdy musi mieszkać tam gdzie my. Lili nie przesadzaj.
- Dobra wchodź, żeby nie było, że nie ostrzegałam.
Ze smętną miną poszłam na górę. Nie miałam ochoty wracać do tego miejsca, ale chciałam zabrać jakieś pamiątki po mamie. Louis przyglądał się mi jak krążyłam bo brudnym mieszkaniu. Zabrałam albumy. 
- Daj to.- powiedział.
- To wcale nie jest ciężkie. Louis błagam nie zachowuj się jak Harry.
- Jesteś w ciąży powinnaś się oszczędzać. Chodź bo jeszcze mnie posądzi o romans z tobą.- zaśmiał się brunet.
- Nie posądzi. Właściwie kiedy wracamy do Londynu?
- Za kilka dni Harry, coś chce jeszcze załatwić z do...
- Z czym Louis?
- Ja ci nic nie mówiłem, ale Harry kupił działkę pod Malinówką, jakoś tak i zamierza zbudować dom.
- Dom? On chyba zwariował.
Nic więcej nie powiedzieliśmy. Lou zaparkował pod hotelem i tym razem ja wzięłam albumu. Chłopak spojrzał na mnie i pokręcił głową. Poszłam na górę do pokoju, który dzieliłam z moim mężem. Harry siedział na łóżku.
- Lili, a ty czemu dźwigasz.
- To nie jest ciężkie. To tylko kilka albumów i zeszytów.- wyjaśniłam kładąc je na komodzie.
- Byłaś w domu?
- No chciałam zabrać pamiątki z domu. Harry nie gniewaj się.
- Pokażesz zdjęcia?- zapytał uśmiechając się.
- No jasne, że tak.
Położyliśmy się na wielkim łóżku i zaczęliśmy przeglądać moje zdjęcia. Harry twierdził, że wyglądam uroczo, a ja że strasznie. Nie miałam zębów i te krótkie loczki. Nawet nie wiem, kiedy wtulona w mojego Harry'ego zasnęłam. Obudziły mnie delikatne pocałunki po szyji i łaskotanie po nosie.
- Harry.- westchnęłam otwierając oczy i odchylając głowę do tyłu.
- Dzień dobry kochanie, wiesz, że przespałaś pół dnia i całą noc.
- Jejku, aż tak długo. To ja się nie dziwię, że jestem aż tak głodna.
- Śniadanko też mam.
- Wspaniały jesteś.
Najpierw zjadłam śniadanie, a później poszłam się przebrać. Nadal się dziwiłam jak mogłam przespać aż tyle. Dzisiaj dla odmiany założyłam spódnicę w kwiatki, czarną bokserkę i jeansową kurtkę <klik>. Przeczesałam jeszcze włosy i wyszłam z łazienki. 
- Muszę ci coś pokazać.



Dzisiaj to tyle. Wyszedł mi jakiś krótki i beznadziejny. Mile widziane komentarze i do następnego.

środa, 8 maja 2013

22. Nowiny

Harry
Siedzieliśmy na podłodze w łazience, Louis sobie poszedł. Lili jeszcze nic mi nie powiedziała. Straszenie się martwiłem, była blada i smutna. Przeczuwałem najgorsze.
- Lili mi możesz powiedzieć wszystko.
- Wiem Harry, ale ja się boję. Nie wiem jak ty zareagujesz.
- Na co kochanie?
- Będziemy mieli dzidziusia.- powiedziała po cichu.
Zaszokowany patrzyłem na swoją ukochaną. Dziecko. Będe tatą, znowu. Chciałem zacząc skakać z radości. Pocałować ją, zatopić się w jej ślicznych oczach, ale na powierzchnie w mojej głowie wyszło jedno z najgorszych moich wspomnień. Przecież i Lili może umrzeć tak jak Julie. 
- Musimy iśc do lekarza.- powiedziałem.
- Słucham, Harry jestem umówiona w Londynie za tydzień.
- Nie musimy iśc teraz. Proszę cię Lili zrób to dla mnie.
Siedzieliśmy w samochodzi i jechaliśmy do jakiegoś lekarza. Lili była jakaś nieobecna.
- Jesteś zły prawda?- zapytała.
- Czemu miałbym być zły? Lili ja się cieszę.
- Jakoś tego nie widać. Po prostu mi powiedz, że nie chcesz tego dziecka.- jak ona może tak myśleć.
- Liliano, kocham ciebie i nasze dziecko, po prostu chcę, żeby zbadał cię lekarz. Martwię się.
- Czemu nie mogłam pójść do lekarza w Londynie?- zapytała.
- Bo Julie umarła przy porodzie, ciąża była dla niej zagrożeniem, nie chcę cię stracić, tylko tyle. 
- Boże Harry. Mogłęś mi od razu powiedzieć. 
- Ja nie wiem jak mogłaś pomyśleć, że się nie cieszę.- obużyłem się.- Nadal mi nie wierzysz w to jak bardzo cię kocham.
- Bo nie wiem dla czego mnie kochasz. Harry jestem zwykła dziewczyną z niewiadomo jakiej rodziny. A ty, sławny, przystojny. Jak dla mnie nie ma to najmniejszego sensu.
- A dle mnie ma sens. Lili nieznając mnie powiedziałaś, że mi pomożesz. Każdego dnia patrzyłem na ciebie, taką piękną uśmiechniętą. Nie ma powodu dla którego cię kocham, bo kocham cię za wszystko. Przywróciłaś w moim życu radość i szczęście.  Jedno czego jestem pewien, to to, zę chcę spędzić z tobą resztę mojego życia. Proszę cię nie gadaj więcej takich głupot.
- Dobże Harry.
Zaparkowałem pod  gabinetem. Razem weszliśmy do środka. Lili rozmawiała recepcjonistką, a ja nie rozumiałem ani słowa. Jak nic muszę się nauczyć tego polskiego.
- Harry, lekarz już jest.
- To dobrze, ale ja i tak nic nie zrozumiem.- jęknąłem.
- Nie martw się mówi po angielsku.
Weszliśmy do gabinetu. Za biurkiem siedział młody facet w fartuchu.  Wolałbym, żeby to była kobieta. No nic, usiedliśmy na krzesłach. Lili coś powiedziała po polsku.
- No dobrze, to zaparaszam panią na kozetkę i zobaczymy.- powiedział.
- Dobrze.
Lili się położyła i podwinęła bluzkę. Lekarz zbadał ją urządzeniem. Na ekranie pojawił się jakiś obraz.
- To jest państwa dziecko.- pokazal.- Czwart tydzień, nie widzę żadnego zagrożenia. Nie ma co się martwić. Prosze się zgłosić do lekarza w Londynie.
- Naprawdę wszystko jest dobrze.
- Tak. Naprawdę wszystko jest w pożądku. Żona musi więcej odpoczywać niż zwykle, mało się denerwować. Proszę się uśmiechnąć, będzie pan ojcem.
- Tak.
Wyszliśmy na zewnątrz, dalej byłem zaszokowany. Złapałem Lili w tali i przyciągnałęm do siebie. Delikatnie wpiłem się w jej usta. Wziąłem ją na ręce i zacząłem kręcić.
- Będę ojcem.- zacząłem się drzeć.
- Harry wariacie. 
- Będziemy mieli dziecko, rozumiesz. Boże jak ja cholernie się cieszę. Mówiłem ci, że cię kocham. 
Znowu ją pocałowałem. Bardzo, bardzo ją kochałem. Ludzie patrzyli się na mnie jak na wariata. Co mi tam ojcem będę. Niosąc moją ukochaną szedłem do samochodu. Wróciliśmy do hotelu.
- A gdzie was wywiało?- zapytał Lou na wstępie.
- Musieliśmy pojechać do learza. Harry się uparł.
- Lou ojcem będę.- oznajmiłem.
- Wiem, widziałem jak Lili wymiotuje. To o to chodził z tym nie mów Harry'emu.
- No tak. Będę ojcem.- znowu zaczęło mi odbijać.
- Nie on zonwy zaczyna. Louis znajdz mu jakieś zajęcie.
- No właśnie dzwonili ze szpitala, znaleźli kogoś to mówi po angielsku. Jest problem z ubespieczeniem twojego ojca. Prosili, żebyś przyjechała.
Moje słoneczko, aż pobladł. Bałem się, że mi zaraz zemdleje. 
- To pojadę.- powiedziała po cichu.
- Jadę z tobą.
W szpitalu okazało się, że facet nie ma wcale ubezpieczenia i trzeb zapłacić za cały pobyt. Oczyiwście, że zapłaciłem chociaż Lili protestowała. Sam nie wierzę, że ratuję tyłek temu skurwielowi. Mieliśmy już wcyhodzić kiedy on się obudził. Mówili coś po polsku. Dziewczyna zaczęła płakać.
- Harry chodźmy już proszę.
- Jasne skarbie.


No i jest następny. Mam nadzieję, że się wam podobał. Mile widziane komentarze i do następnego. Ps. chcę was zaprosic na moje nowe opowiadanie Nieskończona historia

niedziela, 5 maja 2013

21. Dom

Liliana
Ubierałam się kiedy do łazienki wpadła Darcy i Asia,a za nimi Harry. Widziałam jak te znajome iskierki pojawiają się w jego zielonych oczach. Cóż stałam tam tylko w bieliźnie, jeszcze nie zdążyłam się ubrać. 
- My poczekamy na zewnątrz.- stwierdził i łapiąc obie za ręce wyszedł z łazienki.
Śmiejąc się skończyłam się ubierać. Założyłam biała sukienkę. Dzisiaj pierwszy września i Asia zaczyna szkołę. Uczesałam włosy, lekko się pomalowałam. Gotowa wyszłam z łazienki. Cała trójka siedziała na łóżku.
- Dobra co się stało.
- Mamo ja tez ce do szkoły.- jęknęła Darcy.
- Kochanie jesteś jeszcze za malutka.- wzięłam dziewczynkę wystrojoną w różową sukienkę.
- Ale ja ce z Asią do skoły.
- Ale jak pójdziesz do szkoły to mi samej będzie smutno.
- To ja zostanę z mamusią.- oznajmiła i mnie pocałowała.
Pojechaliśmy wszyscy razem na ten początek roku. Asia była zadowolona ze szkoły. Zjedliśmy obiad na mieście. Harry ciągle rozmawiał przez telefon. Po całym dniu zabawy wróciliśmy do domu.
- Kochanie tylko na mnie nie krzycz.- powiedział od razu Harry.
- Harry coś ty znowu wymyślił.
- Nie ja to Louis.
- Dobra w razie co będę krzyczeć na Louisa. O co chodzi?
- Proszę to dla ciebie. - podał mi do ręki kluczyki.
- Dobra po cholerę mi klucze?- zapytałam.
- Po pierwsze nie mów brzydko bo Darcy wszystko powtarza. Kupiliśmy dla ciebie auto. Wiem, że masz prawko więc auto też ci się przyda. Jest w garażu ty sobie zobaczysz, a ja położę dziewczynki.
Darcy spała w foteliku,a Asia siedziała ledwo przytomna.Harry wziął na ręce swoją córkę, Asia poszła za nimi do domu. Weszłam do garażu gdzie stał jeszcze jeden samochód, a mianowicie niebieski volvo. Otworzyłam go kluczem od Harry'ego i usiadłam na miejscu kierowcy. Z tyłu były dwa foteliki.  
- I jak się podoba?- zapytał Harry otwierając drzwi od pasażera.
- Jest piękny.- powiedziałam.
- Może przejażdżka próbna?
- A dziewczynki?
- Louisa jest u nas, zostanie z nimi.
- To gdzie jedziemy?
- Znam takie miejsce wręcz idealne na piknik.- odpowiedział i pokazał mi koszyk najprawdopodobniej z jedzeniem. - Skusisz się kochanie?
- Skuszę się.
Leżeliśmy na kocu i patrzyliśmy na gwiazdy. Czułam się jak w bajce, mojej własnej bajce.
- Muszę wyjechać na parę dni.- oznajmił mi Harry.
- Czemu?
- Jak wrócę to ci powiem, nie jesteś zła?
- Nie Harry.
Harry
Patrzyłem na jezioro, trawa i drzewa. 
- Chcę to kupić.- powiedziałem do Louisa.
- Chcesz kupić działkę na jakimś odludziu?
- Tak. Patrz jak tu pięknie. Miejsce wręcz wymarzone na wakacje. Zbuduję dom.
- Jesteś walnięty, przecież nie znasz języka. 
- Lili zna język, muszę znaleźć tylko kogoś kto zbuduje mi dom i zimą się nim zajmie. Będzie super.
- Zachowujesz się jak małe dziecko co ta dziewczyna z tobą zrobiła?- zaśmiał się mój przyjaciel.
- Rozkochała w sobie. Chodź, za godzinę mam być u notariusz, później architekta.
Jadąc z powrotem zauważyliśmy pobitego faceta. Louis od razu zatrzymał się. Zawieźliśmy go do szpitala. Jak na tak małą miejscowość dużo ludzi umie mówić tu po angielsku.
- Proszę panią co z nim?- zapytałem pielęgniarki.
- Ma wstrząs mózgu, to panowie go znaleźli?- pokiwałem twierdząco głową.- Zawiadomiliśmy już jego córkę, przyleci z Londynu.
- Londynu? 
- Tak jego córka mieszka w Londynie, trzy miesiące temu zmarła jej matka. Biedna dziewczyna. Ponoć wyszła tam za mąż.
Spojrzałem na Louisa, ten na mnie. To nie mógł być zwykły przypadek. 
- Nie wierzę, że pomogliśmy temu bydlakowi.
- Lili się wścieknie jak nas tutaj zobaczy. Pewnie teraz ląduje w Warszawie.- zauważył Louis
- Pewnie tak. Mamy przerąbane.
Złożyliśmy wyjaśnienia na policji, załatwiliśmy notariusza i wróciliśmy do szpitala. Na korytarzu pojawiła się moja żona.
- Powiedzcie mi, że to nie wy.
- Nie my.- powiedzieliśmy zgodnie.- My go tylko znaleźliśmy pobitego. Kochanie, przecież ci obiecałem, że go oszczędzę.
- To dobrze, że nie wy. Co do jasnej cholery wy tutaj robicie?
- Podziwiamy krajobrazy.- odpowiedziałem i ją przytuliłem.- Nie widziałem cię trzy dni i nawet nie dostałe buziaka.
- Dostaniesz.- dostałem tego mojego buziaka i pojechaliśmy do hotelu.
Liliana
Jak się obudziłam Harry'ego nie było i dobrze chociaż nie widział mojej litanii do kibelka. To był mój zwyczaj od jakiś trzech dni. '
- Lili jesteś?- usłyszałam głos Louisa.
- W łazience.- odpowiedziałam nadal pochylając się nad toaletą. Nie wiedziałam, że on tam wejdzie.
- Co ci jest?- zapytał otwierając drzwi.- Ale fajnie będzie dzidziuś.
- Co? Lou błagam nie mów nic jeszcze Harry'emu.
- Czego ma mi nie mówić.- w drzwiach pojawił się Harry.



No i napisałam dla was kolejny mam nadzieję, że się wam podobał. Mile widziane komentarze i do następnego. Ps. Założyłam nowy blog zapraszam : Każdy ma swój cień

środa, 1 maja 2013

20. Długo i szczęśliwie

muzyka
Liliana
Patrzyłam w zielone oczy Harry'ego. Za chwilę mieliśmy wygłosić słowa przysięgi. Harry jak zwykle coś wymyślił. 
- Czy ja mógłbym powiedzieć samemu?- zapytał
- Tak oczywiście.- zgodził się ksiądz.
- Ślubuję Ci zastąpić twojego anioła stróża, gdy ten będzie chciał wziąć urlop, kiedy będzie złamywał nad Tobą ręce i skrzydła, ja wtedy będę. Mi nigdy nie zabraknie sił. Podam Ci rękę gdy będziesz tonęła, stanę twarzą w twarz, oko w oko z Twoim wrogiem, nigdy nie będę się bać. Gdy wieczorem po ciężkim dniu zechcesz spać, ja wtedy będę odstraszać złe sny i szeptać Ci czule do ucha: nie bój się śpij spokojnie, ja tu jestem, ochronię Cię od wszelkiego zła. Ślubuję Ci prawdę, tak piękną i tak zwyczajną. Tą w słońcu czy deszczu. Prawda jest mocą, najważniejszą potęga, niech prawdą będzie wypełnione nasz życie. Ślubuję ci także miłość do końca mojego życia i każdy mój oddech będzie dla ciebie.
Łzy zebrały mi się w oczach. O Boże powiedzcie mi jako go nie kochać. Zebrałam jakoś swoje myśli w całość i też zaczęłam mówić.
-Ślubuje zostać przy Tobie nawet gdy nie będę miała sił wypowiedzieć Twojego imienia, kiedy będzie zabierać Cię choroba i gdy będziesz całkiem zdrowy. Kiedy będzie potrzeba oddać swoje życie za Ciebie, odebrać każde cierpienie, wysuszyć i schować każą łzę, która nie będzie łzą szczęścia-zrobię to bez wahania. Ślubuje, że nie będę dla Ciebie tylko żoną, ale także przyjaciółką u której zawsze znajdziesz zrozumienie, która będzie patrzeć na świat z dystansem i tą która podzieli z Tobą Twoje pasje. Ofiarowuję Ci całe swoje serce i głowę pełna myśli o Tobie oraz całą siebie ze swoimi wadami i zaletami, po prostu całą swoją bezwarunkową miłość.
- Teraz wymięcie się obrączkami.
- Liliano przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności w imię Ducha Świętego Amen.
- Harry przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności w imię Ducha Świętego Amen.
- Ogłaszam was mężem i żoną. Możecie się pocałować.
Harry delikatnie złapał moją twarz w dłonie i złożył czuły pocałunek na moich ustach. Jak tylko wyszliśmy na zewnątrz Harry wziął mnie na ręce i zaczął kręcić. Lou wykupił chyba cały zapas ryżu. Nie przejmowałam się tym, ani ludźmi ciekawie nam się przyglądającym. Objęłam mocniej za szyję Harry'ego i tym razem ja wpiłam się w jego usta.
- Kocham cię.- powiedzieliśmy jednocześnie.
Najpierw pojechaliśmy z Harry'm na przejażdżkę dorożką. Wenecja o tej porze wyglądała jeszcze piękniej. Harry objął mnie ramieniem.
- Masz jakieś jeszcze marzenia? Żebym mógł spełnić następne.
- Jedno, ale ono może poczekać.- odpowiedziałam.
- Powiedz, zawsze można marzyć o czymś innym.
- Harry nie w tej chwili.
Poczułam jego wargi na mojej skroni. Przejażdżka była długa, ale dla mnie i tak za krótka. Przyjęcie odbyło się w ogrodzie, z Harry'm długo nie siedzieliśmy z naszymi nielicznymi gośćmi. Harry przeniósł mnie przez próg sypialni, ale nie tej co wcześniej. Ta była inna, pełna tulipanów i palących się świec. 
- Matko ile tulipanów.- powiedziałam.
- Dużo.- stwierdził Harry i zaczął mnie całować.
Najpierw w usta, później po szyji. Stałam do niego tyłem, a on męczył się z guziczkami mojej sukni. Dosyć dużo ich tam było. Zaczęłam się śmiać jak masa białej koronki układała się wokół moich kostek, a Harry westchną w ulgą. Teraz ja zabrałam się za rozbieranie mojego męża. Najpierw czarna marynarka, później krawat i biała koszula.  Tutaj guziczków było mniej. Harry wziął mnie na ręce i skierował się w stronę wielkiego łóżka.
- Ładna ta koronka.- powiedział i zdjął mój stanik.- Ale będzie mi przeszkadzać.
Jego usta zaczęły powolną wędrówkę od moich ust, przez piersi do koronki białych majtek. To była tortura, przyjemna tortura. Czarne spodnie Harry'ego dołączyły do ciuchów na ziemi, zaraz później resztka naszej bielizny. Poczułam jak we mnie wchodzi.Patrzył mi głęboko w oczy, każdy jego ruch był tak delikatny i subtelny.  Pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne, a ruchy szybsze. Oboje unosiliśmy się na sam szczyt by za chwilę razem spaść. Właśnie spędziłam najwspanialsze kilka godzin w moim życiu. Nawet nie wiem ile spałam, ale słońce wkradające się do sypialni mnie obudziło. Leżałam wtulona w mojego Harry'ego, przykryta tylko białym prześcieradłem. Przymknęłam z powrotem oczy i zasnęłam. Obudziło mnie łaskotanie po plecach. 
- Lili kochanie.- wymruczał mi do ucha.
- Daj spać.- powiedziałam.
- Ale ja się stęskniłem za twoimi zielonymi oczami.
- Jesteś straszny.- stwierdziłam i otworzyła oczy?- Zadowolony.
- Nawet bardzo.- zmoknął mnie w usta.
- To ja idę dalej spać.- zamknęłam oczy.
Harry nie odpuszczał i zaczął mnie całować po szyji i ramieniu. Nic nie dało odganianie go. Znowu otworzyłam oczy i zgromiłam go wzrokiem.
- Jestem głodna.- stwierdziłam.
- To idziemy na śniadanie, czy mam zamówić?
- Możemy iść. Pójdę pod prysznic.
Owinęłam się prześcieradłem i poszłam do łazienki zanim Harry zdążył coś powiedzieć zniknęłam za drzwiami. Trochę się jeszcze wstydziłam swoich blizn przed Harrym. Na plecach miałam ich całkiem sporo. Wzięłam szybki prysznic i ubrała  się w sukienkę, na nogi założyłam buty na koturnie. Włosy zebrałam w kok i wyszłam z łazienki. Harry w samych bokserkach leżał na łóżku.
- Ale mam piękną żonę.- powiedział wstając.
Objął mnie od tyłu. Jego usta jeździły po mojej szyji i ramionach.  Odpiął zamek mojej sukienki.
- Harry nie.- powiedziałam odsuwając się od niego.
- Skarbie co się dzieje?
- Nic. Chodź pójdziemy na to śniadanie. 
Obrócił mnie w swoich ramionach. Podniósł moją głowę do góry, tak że teraz patrzyłam w jego zielone oczy.
- Proszę powiedz mi co się dzieje.
- Nic się nie dzieje.
- Lili nie ładnie tak kłamać. Mi możesz powiedzieć wszystko. O co chodzi?
- O blizny.- powiedziałam cicho.
- Blizny? Lili ich prawi nie widać, ja ich nie widzę. Chodź pokażę ci.
Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę łazienki. Mało sobie nie połamałam nóg, tak szybko mnie prowadził. Ustaliśmy na przeciwko lustra. Zsuną sukienkę z moich ramion. 
- Spójrz tutaj nic nie ma. Nic, zupełnie nic. 
- Nic.- powtórzyłam.
- No widzisz.- pocałował mnie w usta.- Mam najpiękniejszą żonę na świecie.

Tak jak obiecałam, jest środa i dodaję wam nowy rozdział wprost z samochodu. Kocham mobilny internet. Mam nadzieję, że się podobał. Mile widziane komentarze i do następnego.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

19.Niespodzianka


Liliana
Cały tydzień zwiedzaliśmy najróżniejsze miejsca. Jak co wieczór zmęczona wróciłam z Harry'm do hotelu. Zjedliśmy kolacje w hotelowej restauracji i poszliśmy na górę do pokoju. Harry zatrzymał mnie przed samymi drzwiami.
- Kochanie ostatnio mówiłaś, że chciałabyś wziąć ślub nocą.- powiedział Harry.- Musisz się tylko przebrać.
- Co? Harry coś ty znowu wymyślił. Przecież twoja mama chciała być na ślubie.
- O nic się nie martw.- pocałował mnie i wprowadził do pokoju.- To ja was zostawiam.
Zostałam z Danielle i Eleanor wyszykowane w sukienki. Z łazienki wyszła Gemma, też wystrojona. Nie pasowałam do nich w moich trampkach i szortach.
- Idź pod prysznic.- rozkazała mi Dani.
Posłusznie wykonałam polecenie, bo miałam na to ochotę od dobrej godziny. Po krótkim prysznicu bo tylko na to mi pozwolono. Tylko w satynowym szlafroku i koronkowej bieliźnie wróciłam do sypialni.
- Powie mi któraś o co chodziło Harry'emu.
One nic mi nie powiedziały tylko pokazały mi suknie ślubną. Muszę stwierdzić, że była ona piękna. Harry zwariował, spełniać każde moje marzenie. Przy pomocy dziewczyn ubrałam to cudo. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, z fryzurą zrobioną przez fryzjerkę i makijaż wyglądałam jak księżniczka wyjęta wprost z baśni. Założyłam jeszcze sandałki na obcasie.
Harry
Ubrałem się w garnitur, z łazienki wyszedł Louis też już ubrany. Teraz to na prawdę miałem tremę.  Ślub, tym razem prawdziwy z kobietą mojego życia. Jak zwykle miałem, źle zawiązany krawat. Lou śmiejąc się ze mnie poprawił mi go.
- Masz obrączki?- zapytałem.
- Mam, nie denerwuj się, raz już przecież powiedziała tak.
- Wtedy to co innego. Chodź zobaczymy jak tam Darcy i Asia.
- No właśnie, tak będzie dobrze. Zajmiesz się czymś.
Moje dwie księżniczki były już ubrane i siedziały z moją mamą. Obie ubrane w piękne sukieneczki.  Asia w białą, a Darcy w kremową 
- Tatusiu, a dzie mama?- zapytała Darcy jak wziąłem ją na ręce.
- Też się musi ubrać. Gotowe moje piękne?- zapytałem.
- Tak.- odpowiedziała mi Asia.
My pojechaliśmy wcześniej do kościoła. Sam plac o tej porze wyglądał prześlicznie. Lili ma całkiem fajne marzenia. Jeszcze liczni turyści patrzyli na mnie dziwnie, ale nie co dzień człowiek się żeni.
Liliana
Nie byłam pewna, nagle ogarnęły mnie wątpliwości, ale patrząc na Harry'ego stojącego po drugiej stronie moje obawy uciekły w niepamięć.  Szłam prowadzona przez Louisa. Asia i Darcy rzucały kwiatki. Lou chyba na poważnie wziął rolę ojca i powiedział do Harry'ego.
- Tylko ją skrzywdzisz a pożałujesz.
O mało co nie zaczęłam się śmiać na jego słowa. Trzymając Harry'ego za rękę podeszliśmy do księdza. 


Dzisiaj taki rozdział, nowy dodam w środę. Mam nadzieję, że się podobał mile widziane komentarze i do następnego.

piątek, 26 kwietnia 2013

18. Wakacje w Wenecji

Liliana
Leżałam z okularami na nosie i zażywałam kąpieli słonecznych. Harry, Darcy i Asia bawili się w basenie. Widziałam ich uśmiechy na twarzy. Wstałam z leżaka i poszłam szykować obiad. Pilnowałam mięsa  na patelni kiedy poczułam jak Harry mnie przytula, był cały mokry.
- Wiesz kochanie za parę dni Darcy jedzie do dziadków, Asia jedzie na ten obóz może i my byśmy gdzieś pojechali. Patrz za miesiąc kończą się wakacje, a my nigdzie nie wyjechaliśmy.
- Jak chcesz skarbie.- powiedziałam, nie odrywając.
- Lili, chcę wiedzieć czy masz ochotę na małe wakacje we dwoje.- zaczął całować mnie po szyji.
- No dobra mam ochotę.- odpowiedziałam.- Harry bo się spali.
- To zamówimy pizze.
- Harry przestań.- poprosiłam. Chłopak po chwili odsunął się ode mnie.- Zobaczysz co robią dziewczynki?
- Już idę.- pocałował mnie w policzek i poszedł.
Skończyłam robić obiad i poszłam zawołać resztę. Harry właśnie udawał samolot z Asią na rękach. Moja siostra śmiała się głośno.
- Obiad gotowy.- powiedziałam.
Tym razem Harry na ręce wziął Darcy. Posadził dziewczynkę przy stole i zaczął ją karmić. Mała odmawiała jedzenie.
- Ja ce, żeby mama mnie nakarmiła.- oznajmiła poważnie.
Zamieniłam się z loczkiem na miejsca i zaczęłam ją karmić. Ode mnie zjadła praktycznie wszystko. Po obiedzie pojechaliśmy do kina na bajkę.  Dołączył się do nas Liam i to dobrowolnie. Ten to lubi bajki. Dziewczynki zostawiliśmy pod opieką chłopaka a sami poszliśmy na spacer. Harry objął mnie ramieniem i tak spacerowaliśmy między drzewami.
- To mój ulubiony park.- stwierdził Harry.
- Czemu?
- Bo tutaj spotkałem ciebie.- chłopak musnął moje usta.
Usiedliśmy na jednej z ławek i zastanawialiśmy się gdzie pojedziemy na te wakacje. Padło na Wenecję.
Wczoraj zawieźliśmy Darcy do dziadków, już dzisiaj Asia jedzie na kolonie. Mam obiekcje przed wysłaniem jej samej na całe dwa tygodnie. Przecież to siedmioletnia dziewczynka, ale Harry kazał mi przestać być nadopiekuńczą. 
- Na pewno masz wszystko?- zapytał Harry jak byliśmy już na dworcu i kto tu jest nadopiekuńczy.
- Tak, mam wszystko tato.- powiedziała Asia, a mnie i Harry'ego zamurowało.- Przepraszam.
- Nie przepraszaj słoneczko.- stwierdził Harry i ją przytulił.- No to masz być grzeczna i dobrze się bawić. Uważaj na siebie.
Pocałował ją w czoło i zaprowadził do autokaru. Wrócił do mnie. Machaliśmy Asi na pożegnanie. 
- To teraz my wybieramy się na wakacje.- ten wariat wziął mnie na ręce i niósł do samochodu.
Pakowałam do walizki szorty, letnie sukienki i takie tam. Harry ciągle mi przeszkadzał. Zwariować z nim idzie, a w nocy mamy samolot. W końcu udało mi się jakoś spakować. Poszłam wziąć szybki prysznic. Przebrałam się jeansowe szorty i koszulkę w paski <klik>. Wyszłam z sypialni ciągnąc za sobą swój bagaż.
- Daj ja to z niosę.
- Przecież to wcale nie jest takie ciężki.- jęknęłam, nie lubię jak ktoś wyręcza mnie w rzeczach które mogę sama zrobić.
- Nie marudź.- cmoknął mnie w policzek i zniósł walizkę na dół.
W salonie czekał na nas Louis, który miał nas zawieźć na lotnisko. Plus lecenia nocnym samolotem jest taki, że przynajmniej nie spotkamy fanek chłopaków.
- Tylko nie zróbcie małych Hazziątek.- pouczył nas Louis na pożegnanie.- Bawcie się dobrze.
W końcu byliśmy w samolocie. Lot nie był długi bo trwał tylko cztery godziny. Trzy przespałam na ramieniu Harry'ego. Zawieźliśmy nasze bagaże do hotelu i poszliśmy na spacer. Słońce tylko ce wzeszło, na ulicach nie było dużo turystów. Otwierały się pierwsze restauracje. Zaszliśmy do jednej na śniadanie. Omlet z serem pyszności. 


No i mamy kolejny, mam nadzieję że się podobał. Mile widziane komentarze i do następnego.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

17. Dziadkowie

Liliana
Stałam w drzwiach nowego pokoju Asi i z szerokim uśmiechem patrzyłam jak Harry rozstawia różowe ramki. Odwrócił się do mnie przodem. Zielone oczy miał roziskrzone. 
- Spodoba się jej?- zapytał
- Tak.- odpowiedziałam.
- To dobrze. Mam też formularze do szkoły. Trzeba ją zapisać.
- Tak, ale nie do prywatnej.
- Lili nie sprzeczaj się ze mną. Przecież to zdolna dziewczynka, w prywatnej szkole będzie mogła się rozwijać. - spojrzał na mnie maślanymi oczami a ja jak zwykle uległam.
- Jesteś nie możliwy.- stwierdziłam i wyszłam.
Doszłam do salonu kiedy Harry złapał mnie w tali i zaczął kręcić. Zaczęłam głośno się śmiać. 
- Kocham cię wariacie.- stwierdziłam jak w końcu moje nogi dotknęły ziemi.- Musimy jechać po dziewczynki.
- Już, to idź się ubieraj.
Cmoknęłam go jeszcze w usta i poszłam na górę. Z wieszaka zdjęłam sukienkę w paski.<klik> Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i włosy zebrałam w warkocz. Zeszłam na dół.
- Harry kochanie jestem gotowa.- powiedziałam wchodząc do salonu. 
Na kanapie siedziała jakaś para. Trochę mnie to zaszokowało bo Harry nie za bardzo był zadowolony.
- Lili słonko to są rodzice Julie.
- Dzień dobry państwu.
- Dzień dobry. Dziecko mogłabyś zostawić nas samych.
- Tak.-odpowiedziałam zaszokowana.
- Nie Lili zostań. Mówcie przy niej, nie mam przed nią żadnych tajemnic.
- Uważamy, że ona jest nieodpowiednią osobą do wychowywania Darcy.
- Słucham?- było mi przykro.
- Nieodpowiednią? Ja uważam inaczej. Kocha Darcy jak własną córkę, nie ma bardziej odpowiedniej osoby. 
- Jesteś zaślepiony. 
- Nawet jeśli nie pozwolę wam zabrać mi dziecka. Nie macie podstaw. Darcy jest moją córką, a to że jesteście jej dziadkami nie daje wam prawa nad decydowaniem kto ją będzie ze mną wychowywał. Julie nie ma, umarła teraz ja i Lili jesteśmy rodzicami dla Darcy. 
- Ale Harry.
- Co ja? Przepraszam nie mamy dużo czasu, muszę odebrać dziewczynki od mojej mamy. 
Zaszokowani wstali z kanapy i wyszli z domu. Spojrzałam na swojego męża.
- Harry to są jej dziadkowie.
- Wiem ja im nie bronie kontaktów tylko niech nie układają mi życia. Nie pozwolę cię obrażać. Chodź jedziemy.
Harry złapał mnie za rękę i poprowadził do samochodu. Jechaliśmy jakiś czas w milczeniu.
- Lili słoneczko a co myślisz nad ślubem kościelnym??
Spojrzałam na niego zaszokowana. Podniosłam do góry rękę i przeniosłam na złotą obrączkę na moim palcu. Przypomniała mi się jak Ann była zawiedziona, że tylko cywilny bierzemy. 
- Wiesz ja jestem już twoją żoną.- zauważyłam.
- Wiem kochanie, ale ja bym chciał jeszcze tak przed Bogiem przysiąc ci miłość do końca życia.
Wzruszyły mnie te jego słowa. Jako dziecko zawsze marzyłam o białej sukni i księciu z bajki. Jedno z marzeń się spełniło, czemu drugie miało by nie.
- Już raz powiedziałam tak, drugi raz też mogę to zrobić.
Harry na chwilę spuścił wzrok z drogi i spojrzał na mnie. Chciał mnie pocałować.
- Ale do tego musimy żyć. Patrz na drogę.
Chłopak posłusznie odwrócił wzrok. Zamknęłam oczy i po prostu zasnęłam. 
- Słoneczko jesteśmy na miejscu.- obudził mnie Harry.
- Znowu zasnęłam. Jejku.
Wysiadłam z samochodu i trzymając Harry'ego za rękę poszliśmy do drzwi. Jak tylko je otworzył było można usłyszeć dziecięce śmiechy.
- Babciu mogę soku?- zapytała moja siostra.
- Już słoneczko.
Ann podniosła się z kanapy, poczochrała ją po blond czuprynce. Spojrzała na nas.
- O już jesteście.
- Tak.- powiedział Harry.
- Mama.- krzyknęła Darcy.
Wzięłam ją na rączki. Te jej roześmianie czekoladowe oczka były wszystkim czego potrzebowałam.
- Hej kruszynko.- pocałowałam ją w czółko.- Ale się za tobą stęskniłam.
Asia tuliła się do Harry'ego. 
Postanowiliśmy zostać na noc. Dziewczynki już dawno spały. Siedzieliśmy na kanapie w salonie. Ann przyniosła nam po lampce wina.
- Myślicie o następnym dziecku?- zapytała Ann, a ja o mało co nie zakrztusiłam się winem.
- Mamo.
- No co, Darcy mówiła, że chce mieć braciszka. Fajnie by było mieć wnuka. Bo dwie wnuczki mam.
- Co? A Asia, no tak. Mamo jeszcze nie rozmawialiśmy o dzieciach.
- To pomyślcie.



Krótki, bo na szybko pisany, ale mam nadzieję, że się podobał. Mile widziane komentarze i do następnego. PS. Gimnazjaliści powodzenia na egzaminach.

niedziela, 21 kwietnia 2013

16. Prawda

Liliana
- Masz być grzeczna i słuchać się Ann.-  pouczyłam Asię.
- Dobrze Lili.
- Opiekuj się Darcy i na prawdę bądź grzeczna.
- Lili będę grzeczna. Obiecuję.
- To widzimy się za tydzień.
Jeszcze raz ją uściskałam. Blondyneczka z zadowoleniem usiadła na siedzeniu samochodu. Louis pozwolił jej siedzieć z przodu. Podbiegła do mnie Darcy.
- Mamusiu ale nigdzie nie pojedziesz?
- Nie szkrabie. Jak wrócisz to ja nadal tam będę. 
- To dobrze.
Zapięłam ją w foteliku i poczochrałam po kręconych włoskach. Pocałowałam ją w czółko i zatrzasnęłam drzwi. 
- Lili mnie też przytulisz?- zapytał Louis 
- No chodź do mnie.
On jak przytula człowieka to mało nie udusi człowieka. Bolały aż mnie żebra.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wróciłaś. Jak ciebie nie było to Harry był nieznośny.
- A to Harry. Dostanie się mu, żeby być nieznośnym kto to widział.
- Louis mógłbyś przestać obściskiwać z moją żoną?- zapytał Harry.
- O nie bądź samolub i podziel się nią trochę.
- Masz Eleanor.
- Później cię poprzytulam jak tego samoluba nie będzie. 
- Dobra Louis.- najśmieszniejsze było to, że Louis udawał, że mówi szeptem.
Patrzyłam jak odjeżdżają, Harry mnie przytulił.
- To co jedziemy na zakupy?- zapytał.
- Tak.- odpowiedziałam.
Wsiedliśmy do jego auta. Przez trzy godziny wypieraliśmy meble. Harry był taki kochany. Kto by się w nim nie zakochał. Byłam tak zmęczona po tych zakupach, że przysnęłam w samochodzie. Obudziłam się jak niósł mnie do pokoju.
- Zasnęłam?- zapytałam mocniej łapiąc się jego szyji.
- Tak. Nie chciałem ci budzić.- odpowiedział.
- Możesz mnie już postawić.
- Ale ty jesteś strasznie lekka. Trzeb cię podtuczyć.
- Będę gruba i nie będziesz mnie już kochał.- stwierdziłam.
- Będę ci kochał zawsze i wszędzie.- odpowiedział. 
Postawił mnie dopiero u siebie w sypialni. Poczułam jego delikatne usta na swoich. To było przyjemne uczucie. Jak znikał świat wokół mnie. Wplotłam palce w jego loczki i przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie. Jego ręce powędrowały pod moją bokserkę, a mnie natychmiastowo sparaliżowało. Nie odsunęłam się od niego, ale Harry wyczuł moje wahanie. Kilka łez spadło z moich oczu.
- Kochanie co jest?- zapytał.
- Nie nic.
- Na pewno ja cię nie chcę do niczego zmuszać.
- Harry nie zmuszasz.
Tym razem to ja zaczęłam go całować.Przez głowę zdjął mi bluzkę i rzucił ją w nieokreślonym kierunku. Całował mnie po całej twarzy, zjechał pocałunkami na moją szyję przez dekolt do linii jeansów.
- Mogę?- zapytał.
Pokiwałam twierdząco głową. Odpiął guzik moich spodni i zsuną je do samych kostek. Stałam przed nim tylko w czarnej bieliźnie. Podniósł mnie i położył na łóżku.On też rozebrał się z ciuchów. Całował każdy centymetr mojego ciała. Wiłam się pod jego dotykiem. Najpierw zdjął ze mnie stanik. Dłońmi pieścił moje piersi. Ciche jęki wydobywały się z moich ust. Dolna partia naszej bielizny dołączyła do reszty naszych ciuchów walających się po całej sypialni.
- Będę delikatny.
Podświadomie czekałam na ból, ale się go nie doczekałam. Była tylko sama rozkosz. Czułam każde dotknięcie, każdy ruch, każdą delikatną pieszczotę, ale ani odrobiny bólu. Leżałam na brzuchu zmęczona. Uśmiech nie schodził mi z ust. Harry wodził palcem po moich plecach. Obrysowywał palcem bliznę na moich plecach.
- Kto ci to zrobił?- zapytał.
Przekręciłam głowę na drugą stronę tak że mogłam patrzeć w jego zielone oczy.
- Kiedy miałam 15 lat...- zaczęłam.
- Powiedz mi, że to nie to o czym myślę.- przerwał.- Proszę powiedz, że to nie twój ojciec i że cię do niczego nie zmuszał.
- Nie mogę Harry.
- Wtedy w dniu ślubu ty się przestraszyłaś. Lili czemu nic mnie nie powiedziałaś.
- Bałam się, że zaczniesz mną gardzić.
- Co? Lili ty tego nie chciałaś. 
Harry zerwał się z łóżka i zaczął się ubierać. Poszłam w jego ślady. Miałam na sobie tylko jeansy i stanik kiedy chłopak wziął kluczyki od auta.
- Harry co ty zamierzasz zrobić?- zapytałam.
- Zabiję skurwiela. Za to, że kiedykolwiek śmiał cię skrzywdzić.- odpowiedział i wyszedł.
Nie przejmowałam się tym, że jestem praktycznie nie ubrana. Szłam za nim. Nie chciał się zatrzymać.
- Harry to nie ma znaczenia.
- Dla mnie ma. Nie wyobrażam sobie, że ktoś chodzi po ziemi, że ktoś mógł tak wykorzystać swoje dziecko. Dzisiaj też się bałaś?- pokiwałam twierdząco głową.- Boże Lili ja przepraszam.
- Nie masz za co. Harry proszę uspokój się, nigdzie nie jedź.
Chłopak mnie nie słuchał. W drzwiach minął Louisa. Tak Lou to moja ostatnia deska ratunku.
- Lou błagam zrób coś.- poprosiłam pasiastego.
- Sex się nie udał?
- Nawet tak nie żartuj.- powiedział Harry. 
- Lou on chce lecieć do polski.
- Po cholerę.
- Zabić skurwiela, który wykorzystał własną córkę.- odpowiedział mu Harry.
- Co? Twój tata zrobił coś takiego? Nie mam zamiaru go zatrzymywać, tylko mu pomogę.
Patrzyłam spanikowana na chłopaków. Łzy zebrały się w moich oczach. Zakręciło mi się w głowie i zemdlałam.
Harry
Cała wściekłość ustąpiła jak patrzyłam na jej łzy. Już miałem powiedzieć, że zabiję go przy innej okazji kiedy ona zemdlała. Lou w ostatniej chwili zdążył ją złapać. Położył ją na kanapie.
- Lili kochanie otwórz oczy.- poprosiłem.- Lili nigdzie nie jadę, tylko proszę otwórz oczy.
W końcu je otworzyła. Odetchnąłem z ulgą. 
- Ale mnie przestraszyłaś.- powiedziałem.
- To wy zamierzaliście popełnić morderstwo. Harry to już niczego nie zmieni. On już nie może skrzywdzić mnie, ani Asi.
- Już was nie skrzywdzi obiecuję.
Przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem.

No i jest kolejny, ale mnie dawno nie było. Trochę dużo mam na głowie. Mam nadzieję, ze się podobał Mile widziane komentarze i do nastepnego.

wtorek, 16 kwietnia 2013

15. Uśmiech

Liliana
Zajechaliśmy pod dom. Asia i Darcy bawiły się z Louisem. W domu był straszny bałagan. Standardowo. Gdy tylko mnie zobaczył od razu zerwał się by mnie przytulić. 
- No Harry, nie wiedziałem, że z ciebie taki damski bokser. - powiedział Lou, a ja już nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam się śmiać.- Lili ty się musisz przeprowadzić do nas. 
- Oczywiście Louis.- stwierdziłam.
- Kochanie chcesz mnie opuścić?- zapytał Harry obejmując mnie w tali. Pasiasty zrobił wielkie oczy, a  po chwili szeroko się uśmiechał.
- No chyba muszę wam pogratulować.
- Czego?- zapytałam.
- No przecież jesteście razem.
- Louis o ile wiem ślub wzięliśmy z dwa miesiące temu.- powiedział Harry.- Nie sprawiły si kłopotu.
- Nie Darcy i Asia to grzeczne dziewczynki. 
Spojrzałam na obie jak grzecznie się bawiły. Kto by pomyślał, że to wszystko tak się skończy.  
- Harry możemy pogadać?- zapytał Louis.
- Jasne stary.
Harry
Poszedłem za Louisem do kuchni. Zastanawiało mnie o czym chciał rozmawiać.
- Jesteście razem?
- Tak Lou jesteśmy razem.
- Ale mi chodzi czy tak na prawdę.
- Wiem o co ci chodzi.
- Dobra, a czemu one obie są całe w siniakach. To nie ty?- zapytał jak najbardziej poważnie.
- No chyba cię pojebało. Ja miałbym im zrobić krzywdę. Znasz mnie przecież.
- Znam, ale się upewniam. To kto?
- Ich ojciec.
- A to skurwiel. Dobra, jutro nadal mam wieźć Darcy do Holmes Chapel?
- Zapytam Asię czy też nie chce pojechać do mojej mamy. Wiesz to by było nawet dobre, przygotowało by się dla niej pokój. Nie może spać w tym gościnnym jest taki smutny.
- Zapytaj, ja nadal mogę je zawieźć.
Louis pojechał do siebie, a ja zabrałem się za robienie obiadu. Do kuchni weszła Lili. Lubiłem jak się uśmiechała.
- Wiesz bo Darcy ma jutro jechać na parę dni do mojej mamy, może i Asia by chciała. My byśmy urządzili dla niej pokój. Co ty na to?
- Trzeba się jej zapytać o zdanie. Harry twoja mama nie będzie miała nic przeciwko?
- Moja mama kocha dzieci. Teraz Asia też będzie częścią naszej rodziny tak jak ty.
Podszedłem do niej i delikatnie pocałowałem. To było nieziemskie uczucie. Odsunęliśmy się od siebie jak zabrakło nam oddechu. 
- Kocham cię.- powiedziałem i jeszcze raz tym razem tylko przelotnie musnąłem jej usta.
- Ja ciebie też kocham.
Spojrzałem na nią zaszokowany. Pierwszy raz to powiedziała. Stała opierając się o blat kuchenny i szeroko się uśmiechała.
- Zobaczę co robią.- stwierdziła i wyszła.
Nucąc pod nosem zabrałem się za robienie jedzenia. Usłyszałem czyjeś śmiechy.
- Darcy chce pić.- powiedziała niepewnie Asia.
- Już daję, a ty coś chcesz?
- Nie.
Do kubeczka nalałem soku dla mojej córki. Ukucnąłem na przeciwko nich i podałem go w małe rączki Darcy. 
- Asiu ty się mnie boisz?- zapytałem. Lekko skinęła głową na tak.- Nie musisz się mnie bać. Kocham twoją siostrę...
- A mnie?- zapytała przerywając.
- Taż. Lili zawsze dużo o tobie opowiadała i bardzo się cieszę, że mogę cię poznać. Teraz będziemy rodzinę. 
- Mogę cię przytulić?- zapytała.
- Jasne że tak.
Blondynka objęła mnie rączkami za szyję. Podniosłem się z klęczek trzymając ją na rękach.
- Jesteś strasznie lekka. Trzeba cię będzie utuczyć.- zaśmiałem się.- Masz ochotę mi pomóc?
- Mogę.
- No jasne, że tak. Jak mi pomożesz to będzie jeszcze smaczniejsze.



Miał być jutro, a jest dzisiaj. Wyrobiłam się wcześniej. Zadowoleni? Mam nadzieję, że się podobał. Mile widziane komentarze i do następnego.