poniedziałek, 22 lipca 2013

#3

Harry
Nie wierzyłem temu co usłyszałem od mojej córki. Przecież Jo nie mogła spotykać się z Niallem. Dla pewności pojechałem do przyjaciela.
- Jo już czekam- usłyszałem. Wszedłem do salonu, gdzie ten stał z telefonem przy uchu. Rozłączył się i zdziwiony spojrzał na mnie.
- Czyli to prawda. Naprawdę się spotykacie.
- Powiedziała wam?- zapytał.
- Nie. Darcy was widziała. Niall jak możesz to robić?
- Ale co? Harry ja ją kocham.
- Jeżeli naprawdę ją kochasz to ją zostaw. Tobie marzy się rodzina, a ona dopiero zaczyna żyć. Po prostu pomyśl co dla niej będzie dobre.
Joanna
Weszłam do domu Nialla, nawet nie pukałam, czułam się jak u siebie. Znalazłam mojego chłopaka w kuchni. Siedział przy stole z jaką dziwną miną. Nic nie mogłam odczytać z jego twarzy.
- Jestem- powiedziałam, a on spojrzał na mnie tymi cudownymi oczami.- Jak się podoba?
- Ślicznie, jak zwykle Jo.
- Niall co się dzieje?- zapytałam siadając na przeciwko.
Mężczyzna złapał mnie za rękę, po chwili ją puścił. Jego oczy były takie smutne. Wziął głęboki oddech i powiedział.
- Nie możemy się spotykać.- Moje serce zatrzymało się.
- Dlaczego?- zapytałam cicho.
- Jo to po prostu nie ma sensu. Nie czuję do ciebie tego co na początku.- Wiedziałam, że kłamie.
- Ty tak uważasz, czy Harry? 
- Jo proszę uspokój się.
- Odpowiedz mi- warknęłam.
- Harry po prostu uświadomił mi parę spraw.
- Jak on się kurwa dowiedział?- zapytałam.- Właściwie rób jak chcesz. Nie obchodzi mnie to. Nie ma znaczenia to dla mnie bo nic do ciebie nie czuję.-Wzięłam kluczyki od samochodu i skierowałam się do drzwi.- A Niall dzięki za jedną piątą auta.
Wyszłam na zewnątrz. Niby był upał, ale moim ciałem wstrząsną dreszcz. Poszłam do samochodu. Przez kilka dobrych chwil próbowałam się uspokoić. Zastanawiałam się co dalej. Odpaliłam samochód i pojechałam do domu. Wściekła weszłam do środka. W salonie siedzieli Harry, wujek Louis i ciocia Bonnie.
- Myślisz, że jak masz jakieś tam prawa do opieki nade mną to możesz wpieprzać się w moje życie. To z kim jestem czy byłam jest nie twoją sprawą.- Przeniosłam wzrok na Louis, który jako jedyny wiedział o mnie i o Niallu.- A ty. Myślałam, że mogę ci ufać, że jesteś po naszej stronie.
- Jo o co chodzi?- zapytał Lou.
- Powiedziałeś mu, bo skąd mógł wiedzieć.
- To nie on. Darcy was widziała- wyjaśnił mi Harry.
- Nie ma to żadnego znaczenia. Dopiąłeś tego co chciałeś. Nie jestem z nim. Mam nadzieję, że jesteś zadowolony.
Odwróciłam się na pięcie i wyszłam trzaskając drzwiami. Pojechałam do Amy. Siedziałam w jej pokoju i płakałam tuląc się do przyjaciółki. To wszystko było takie niesprawiedliwe.


No i mamy następny. Mam nadzieję, że się podobał. liczne na komentarze

piątek, 19 lipca 2013

#2

Joanna
Zostałam z Sam bo była chora, reszta miała jakieś rzeczy do załatwienia na mieście. Nudziło mi się więc zadzwoniłam po Nialla. To trochę ryzykowne, ale co tam. Zbiegłam po schodach, żeby mu otworzyć. Przelotnie pocałowałam go w usta.
- Widziałaś mnie tylko wczoraj- zaśmiał się i obejmując mnie w tali wniósł mnie do środka.
- Ale już się stęskniłam. Do tego miałeś nauczyć mnie grać na gitarze.- Splotłam swoje palce z jego i poprowadziłam do salonu.
- Mała umiesz to wszystko co ja. Więcej nie mogę cię nauczyć.
- To tylko przykrywka, ale jeszcze parę dni i wszystko im powiemy. Po mojej osiemnastce nie będą mi mogli niczego zabronić.
- Myślisz, że mogą zabronić.
- Nie wiem, ale biorę pod uwagę wszystkie możliwości.
Usiadłam na jego kolanach, by za chwilę przenieść się na kanapę. Z góry zeszła Samanta. Ona zajęła moja miejsce.
- Wujku zagrasz coś?- zapytała.
- Mogę, ale będziesz musiała posiedzieć na kolanach u Jo.
- Dobrze.
Posadził dziewczynkę na moich kolanach i wziął gitarę. Dobrze, że w tym domu jest pełno przeróżnych instrumentów. Wysłuchałyśmy kilku wspaniałych piosenek i Sam zasnęła. Niall zaniósł ją do pokoju. Staliśmy w drzwiach. Mężczyzna dotknął mojego policzka.
- Kocham cię.- Pochylił się i delikatnie mnie pocałował.- Będę się zbierać.
Parę dni później
Nareszcie moje urodziny. Impreza dopiero w piątek, ale i tak się cieszę. Niby mam wolne bo to już po maturze, ale wolę imprezę w piątek. Wstałam z łóżka i zeszłam w piżamie na dół. Pachniało naleśnikami. Usiadłam przy wysepce.
- Co na śniadanie?- zapytałam Harry'ego.
- Naleś... Jo wstałaś już?
- Tak, no chyba że lunatykuje. Jestem strasznie głodna.
- To dobrze, bo mam naleśniki.
Przed moim nosem pojawiły się naleśniki, polałam jej jeszcze czekoladą i bitą śmietaną i zabrałam się za jedzenie. 
- Więcej nie chcę bo pęknę- powiedziałam odsuwając od siebie talerz- Jeszcze do tego mogę przytyć.
- Dzisiaj kalorie i procenty się nie liczą.
- Dobre- stwierdziłam.- Powiem tak jak wrócę narąbana.
- Właśnie. Mam dla ciebie prezent.
- Nie trzeba, przecież wam mówiłam, że nie chcę prezentów.
- Nie gadaj tylko idź do garażu.
Byłam ciekawa więc poszłam. W garażu, a dokładniej w wielkim pudełku, ogromnym pudel przewiązanym czerwoną wstążką stała zaparkowane czarne camaro. Mało nie zaczęłam tam skakać z radości. Pobiegłam z powrotem do kuchni.
- Dziękuję Harry- powiedziała przytulając mojego opiekuna.
- To nie tylko ja. Z chłopakami się dogadałem bo dorobiłabyś się jeszcze czterech aut.
- Już wiem kto wymyślił te pudełko.
- Louis- powiedzieliśmy jednocześnie.
- Muszę pomyśleć jak je rozpakować. Mamy ogromne nożyce?
- O tym Louis też pomyślał.
Harry podał mi ogromne nożyczki też z kokardą.Zaczęłam się śmiać. Pół godziny męczyłam się z tym opakowaniem. Siedziałam na przednim siedzeniu kiedy zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz gidze pokazało się zdjęcie mojej przyjaciółki Amelii.
- Hejka starucho- powiedziała.- Wszystkiego najlepszego. Co właściwie ty robisz, że tak sapiesz.
- Rozpakowywałam moje camaro- odpowiedziałam.
- Dostałaś samochód?
- Tak zapakowany w gigantyczne pudełko.- Obie zaczęłyśmy się śmiać.- Pójdziesz ze mną do tego fryzjera?
- Tak, jak dasz mi poprowadzić. 
- Ja pierwsza.
- To są twoje urodziny więc ci pozwalam. 
- No to wspaniale. To za jakąś godzinę będę u ciebie.
Pobiegłam na górę się ubrać. Wyszłam spod prysznica i owinięta tylko w ręcznik poszłam szukać czegoś do ubrania. Do mojego pokoju weszła Lili.
- Hej mam coś dla ciebie- powiedziała. 
- Czy ja się nie jasno wyraziłam. Nie chcę prezentów.
- Cicho siedź. To twoje osiemnaste urodziny prezenty muszą być.- Podała mi małe pudełeczko.- To należało do mamy. Powinno ci się spodobać.
Przytuliła mnie i zostawiła oniemiałą. Otworzyłam pudełko i wyjęłam jego zawartość. W środku był piękny medalion w kształcie serca. <klik>Odłożyłam go na biurko i poszłam dalej się ubierać. Padło na zielone rurki, białą koszulę i baleriny w kwiaty <klik>. Założyłam też mój prezent. Wzięłam torebkę i zbiegłam na dół.
- Wychodzę- oznajmiłam.
Wsiadłam do mojego autka i pojechałam po Amy. Moja najlepsza przyjaciółka. Wie o mnie dokładnie wszystko to ona pierwsza uświadomiła mi, że jestem zakochana w Niallu. Amy najpierw obeszła auto z każdej strony, dopiero później wsiadła do samochodu.
- Na pewno chcesz to zrobić?- zapytała.
- Zachowujesz się jakbym miała sobie zrobić tatuaż, a nie zmienić fryzurę.
- Sorry. Fajne te autko.
Zatrzymałam się przed naszym ulubionym centrum handlowym, był tam też nasz fryzjer. Szłyśmy prosto do niego kiedy ta wariatka mnie zatrzymała.
- Jo, a może przyda ci się ta piękna bielizna?- wskazała na manekina.
- Wiem co ci chodzi po głowie, ale nie jestem pewna czy Niall tego chce- stwierdziłam smutna.
- To facet. On po prostu nie chce cię zmuszać. Musisz mu jasno powiedzieć, pokazać czego chcesz.
- Nie jestem przekonana co do tej bielizny.
- Kupimy inną.
Kupiłam sobie komplet białej, koronkowej bielizny, sukienkę w kwiaty i brązowe szpilki. Dopiero po tych zakupach dotarłam do fryzjera. Włosy przemalowałam sobie na rudo. 
- I jak?- zapytałam Amy. Sama patrzyłam zachwycona w lustro.
- Pasuje ci ten kolor. Szczególnie do tych zielonych oczu. I dobrze, że wszystkie nie są w identycznym, odcieniu.
- Też mi się podoba. To co robimy dalej?
- Jedziemy do mnie, przygotować cię na randkę z panem niebieskookim.
- Dobra.
Siedziałam na łóżku w sypialni Amy i bawiłam się swoim telefonem. Amy nakręciła moje włosy i niektóre spięła wsuwkami. Zrobiła mi lekki makijaż bo wie, że nie cierpię się malować. Ubrałam się w zakupione rzeczy.
- Padnie jak cię zobaczy.
- Może niech on lepiej nie pada. Nieco ciężki jest.- Obie zaczęłyśmy się śmiać.
- Alibi masz. Jakby co to pijemy razem.
Pocałowałam ją w policzek,  wzięłam swoją torebkę i pojechałam do Nialla.


Brawa dla mojego wspaniałego braciszka, który często mnie wkurza za przepisanie tego rozdziało. Mam nadzieję, że rozdział się wam podobał. Mile widziane komentarze.

środa, 17 lipca 2013

#1

Harry
Siedziałem w salonie. Lili szykowała kolacje. Jo wyszła na randkę ze swoim tajemniczym chłopakiem. Wkurzał mnie to, że nie wiedziałem kim on jest. Przecież ona była dla mnie jak córka i się o nią martwiłem. Na moje kolana usiadła Sam.
- Tatusiu pojedziemy jutro do centrum handlowego?- zapytała mnie jedenastolatka.
- A po co?
- Muszę kupić prezent dla Jo.- Spojrzała na mnie swoimi dużymi zielonymi oczami.- Mógłbyś mi do niego też troszkę dołożyć.
Zaśmiałem się. Dzisiaj to już drugie takie pytanie. Czekam jeszcze aż Eric mnie o to zapyta. Nie mogłem odmówić moim księżniczkom. 
- Dobrze córeczko.
Dziewczynka pocałowała mnie w policzek i zeskoczyła z moich kolan. Na schodach pojawił się mój syn.
- Tak pojedziemy jutro kupić prezenty dla Jo i tak dołożę się- powiedziałem uprzedzając jego pytanie.
- Fajnie tato.
Wstałem z kanapy i poszedłem do kuchni. Objąłem moją żonę w tali i się do niej przytuliłem.
- Zbankrutuje jak będę się tak na wszystko zgadzać- powiedziałem.
- Co tym razem?- zapytała ze śmiechem. 
- Kupuję cztery prezenty dla Asi- odpowiedziałem.
- Ja wiedziałam, że ty kochasz Jo, ale żeby kupować jej aż cztery prezenty.
- Nie to nasze dzieci mnie naciągają.
- A ty chcesz kolejne.
- No chcę, będzie zabawnie.
- Ja nie powiedziałam, że się zgadzam.
Było koło północy,a Jo jeszcze nie było. Martwiłem się. Siedziałem w salonie i czekałem aż wróci. Nastolatka weszła po cicho do domu. Spojrzała na mnie zdziwiona.
- O Harry. Ty nie śpisz?
- Czekałem, aż wrócisz.
- Niepotrzebnie- powiedziała.- Byliśmy za miastem i randka nam się nieco przeciągnęła- wyjaśniła.
- Z kim byłaś na randce?- zapytałem i liczyłem, że mi odpowie. Zawahała się zanim mi odpowiedziała.  Joanna
Niall odwiózł mnie do domu. Pocałowałam go w policzek i wbiegłam po schodach prowadzących do dużych, drewnianych drzwi. Było dość późno, myślałam, że wszyscy już śpią. Nieco zdziwił mnie widok Harry'ego.
- O Harry- zdziwiłam się.- Ty nie śpisz?
- Czekałem aż wrócisz.- Czasem on na prawdę był nadopiekuńczy.
- Niepotrzebnie- stwierdziła.- Byliśmy za miastem i randka nam się nieco przeciągnęła.- Aśka powinnaś czasem przemyśleć jak coś powiesz- warknęłam na samą siebie w myślach.
- Z kim byłaś na randce?
Zastanawiałam się co mu odpowiedzieć. Może w końcu powiem im prawdę przecież jestem już praktycznie dorosła. Mam prawo spotykać się z kim mi się podoba.
- Z...- Przed odpowiedzią uratowała mnie Samanta. Jak ja ją kocham. Dziewczynka pojawiła się na schodach.
- Tato, źle się czuję- powiedziała podchodząc do Harry'ego. Blado wyglądała.
- Pokaż główkę.- Przyłożył jej dłoń do czoła. - Ty masz gorączkę. Chodź idziemy wziąć lekarstwa, a z tobą porozmawiam jutro.
Odetchnęłam z ulgą i pobiegłam do swojego pokoju. Chciałam odstawiać taniec radości, że mi się upiekło jak na razie. Chyba wolałam mieć przy sobie Nialla jak im to oznajmiam.


Pół dnia to dla was pisałam i jestem mało zadowolona. Z następnym rozdziałem musicie uzbroić się w cierpliwość bo ja łamaga i ciamajda połamałam sobie rękę i pisanie to katorga. No mówię wam. Liczę na wasze zrozumienie. Mile widziane komentarze i do następnego.
Zapraszam was jeszcze tutaj : Miłość jest ślepa i Bezcenny dar

piątek, 12 lipca 2013

Bohaterowie cześć II


Joanna Wawrzyńska- Styles 
18 lat


Harry Styles
36 lat



Liliana Styles
30 lat


Darcy Styles 
14 lat


Samanta Styles 
11 lat


Eric Styles
11 lat



Niall Horan
30 lat 


Amelia Carter 
18 lat


Amber Parker
26 lat


Zack Stark
20 lat

Oraz reszta One Direction. Pierwszy rozdział już nie długo

środa, 26 czerwca 2013

Epilog

Joanna
Siedziałam przy biurku i odrabiałam lekcje. Z głośników leciała muzyka. Zadowolona odłożyłam długopis. Okręciłam cię na krześle i spojrzała na swój pokój. Nie był już różowy z czego byłam zadowolona. Ściany wyłożone białą boazerią, podłoga była biała i meble. Do tego błękitne dodatki <klik>. Spojrzałam na zegarek w telefonie i szybko zerwałam się z krzesła. Wzięłam wcześniej przygotowane ciuchy i poszłam do łazienki.  Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się w białe szorty i kremową bluzkę na ramiączkach. Do tego sandały.<klik> Wysuszyłam blond włosy i zrobiłam sobie lekki makijaż. Wzięłam swoją torebkę i telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i uśmiechnęłam się na widok wiadomości.
Czekam już na dole. Kotku<3
Zadowolona zbiegłam po schodach. W salonie siedzieli Lili i Harry. 
- Wychodzę- oznajmiłam i już mnie nie było.
Pod domem stało czarne bmw. Wsiadłam do niego i pocałowała siedzącego mężczyznę.
- Gdzie panią zawieźć?- zapytał patrząc na mnie swoimi niebieskimi oczami.
- Myślałam, że ty mi powiesz.
- Mam niespodziankę- stwierdził mój ukochany.
- Już się boję.
Pojechaliśmy za miasto, mężczyzna zaparkował na skraj lasu. Otworzył mi drzwi i z bagażnika wyją koszyk piknikowy. Wypełniony po brzegi jedzeniem,  a jakże by inaczej. Trzymając się za ręce poszliśmy na polankę. Jedliśmy truskawki i piliśmy bezalkoholowego szampana. Złapał nas deszcz. Pobiegliśmy do samochodu. Siedziałam na kolanach swojego chłopaka. Byłam wpatrzona w jego niebieskie tęczówki. Chłopak pochylił się i namiętnie mnie pocałował. Oderwaliśmy się od siebie.
- Jo kiedy powiesz Harry'emu i Lili?- zapytał.
- Niedługo. Zaraz mam osiemnastkę i po niej im powiem. 
- To dobrze, mam dość ukrywania. Kocham cię Jo.
- Też cię kocham.
Złożyłam namiętny pocałunek na wargach chłopaka. Jego dłonie powędrowały pod moją mokrą koszulkę.


Postanowione, będzie druga część. Mam nadzieję, że się podobał epilog. Mile widziane komentarze i do następnego.

niedziela, 23 czerwca 2013

29. Prawa opieki

Harry
Na prośbę Lili pojechałem do szkoły Jo. Czekałem na korytarzu na jej wychowawczynie. W końcu kobieta wyszła z pokoju nauczycielskiego.
- A pani Liliana?-Zdziwiła się na mój widok
- Poprosiła mnie- odpowiedziałem i zapytałem.- Jakiś problem?
- Panie Styles nie jest pan prawnym opiekunem Joanny i nie mogę udzielić panu żadnych informacji. Proszę przyjechać z żoną.
- Dobrze. - odwróciłem się na pięcie i wróciłem do domu.
Od progu przywitała mnie moja córeczka. Strasznie była zadowolona z młodszego rodzeństwa. Wziąłem małą na ręce i poszedłem do salonu.
- Wiesz o co chodziło?- zapytała Lili szeptem.
- Nie. Czemu szepczemy?- moja żona wskazała głową na wózek, w którym spały bliźniaki.- Nauczycielka nie może mi powiedzieć o co chodzi bo nie jestem prawnym opiekunem Jo.- Wyjeśniłem smutny.
- Aha. Trzeba to zmienić.
- Naprawdę?
- Harry co się tak dziwisz. Oboje się nią opiekujemy.
Liliana
Właśnie wyszliśmy od prawnika. Nie było żadnych problemów z prawami do opieki. Wyszliśmy przed kancelarie marcowe słońce przebijało się przez chmury.
- Musimy tam wrócić- stwierdził Harry.
- Zapomniałeś czegoś?
- Tak. Chcę, żeby prawnie Darcy była twoją córką.
Złapał mnie za rękę i z powrotem wróciliśmy do prawnika. Nawet miał on przygotowane specjalne dokumenty. Po drodze zajechaliśmy do sklepu. W domu Bonnie i Louis zajmowali się dzieciakami.
- Sorry, że tak długo- powiedziałam.- Zajechaliśmy jeszcze do sklepu. Zostaniecie na obiad?
- Z chęcią- odpowiedział Louis patrząc na Bonnie która kiwała głową na tak.- I dzieciaki są kochane. Pomóc ci? Musę się podszkolić w gotowaniu, komuś obiecałem kolację własnej roboty.
- Możesz mi pomóc. 
Louis wziął ode mnie zakupy i poszliśmy do kuchni. Harry po chwili przyniósł resztę. Louis zabrał się za krojenie.
- Lou jak tak bardzo lubisz dzieci to czemu nie dorobisz się własnych?
- Wcześniej Eleanor nie chciała, a z Bonnie dopiero co się poznajemy. A czemu pytasz?
- Bo chcę być chrzestną- odpowiedziałam śmiejąc się.
- Wezmę to na uwagę.
Nawet udało nam się ugotować jadalny obiad. Louis za bardzo go posolił.
- Naprawdę jesteś zakochany- stwierdził Harry.
- No jestem.
- Widać i czuć.
- O co ci chodzi?- zapytał poddenerwowany.
- Lou kotku przesoliłeś obiad- zaśmiała się Bonnie.
Zjedliśmy obiad i siedzieliśmy na kanapie.
- Harry wiesz, że dzisiaj jest mecz.
- Wiem, miałem w planach go oglądać z synem.
- Ale ja się nigdzie nie ruszam i nie mam zamiaru oglądać meczu- zauważyłam biorąc do ręki pilot.
- Kochanie w tym domu jest jeszcze kilka innych telewizorów.
- To się przenieś.
- Ale stąd jest blisko do kuchni.
- Hazza będziesz oglądał mecz z synek zero piwa.
- Oh no dobra. Louis chodź obejrzymy mecz na górze.
Harry wziął Erica na ręce i poszli na górę, a my z Bonnie zaczęłyśmy się śmiać. Przyjaciółka trzymała Sam na rękach, a u mnie na kolanach siedziała Darcy. Jo z Niallem była w kinie na jakiejś bajce. Niall to był jej ulubiony wujek.


No i jakoś udało mi się wyskrobać ostatni rozdział. CHyba napiszę drugą cześć bo mam już pomysł tylko muszę go dopracować. Niedługo dodam epilog.

wtorek, 18 czerwca 2013

28. Urodziny Harry'ego

Liliana
Z chłopakami urządziliśmy zebranie specjalne, ale bez Harry’ego. Chodziło o jego urodziny, to już za parę dni. Kompletnie nie wiedziałam jaki mu kupić prezent. Kłóciłam się  Louisem o marchewki. 
-  Z ciężarną się nie podzielisz.- powiedziałam smutna.
- Proszę- podał mi marchewkę.- Tylko Lili nie płacz.
Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Pocałowałam pasiastego w policzek i zabrałam się za jedzenie pomarańczowego warzywa. Miałam ochotę jeszcze na żelki. Spojrzałam na Nialla, który miał z pięć opakowań.
- Niall, podzielisz się żelkami.
Blondynek po chwili namysłu rzucił w moją stronę paczkę żelkowych misiów. Jeszcze szerzej się uśmiechnęłam i zabrałam się za jedzenie. Na przemian jadłam marchewkę i żelki.
- Może impreza- zaproponował Zayn.- Przez cały dzień będziemy udawać, że nie pamiętamy o jego urodzinach, Lili ty też, a później impreza. 
- Ja się nie nadaję na imprezy- jęknęłam.
- Taka mała. Tylko z najbliższymi i bez alkoholu bo będą dziewczynki- dodał Liam.
- I ten pomysł mi się podoba.
Podzieliliśmy się zadaniami i Louis odwiózł mnie do domu. Trochę ciężko mi się prowadziło. Spojrzałam na pasiastego, który non stop się uśmiechał. Ostatnio ciągle był szczęśliwy.
- Czego się naćpałeś?
- Ja? Niczego,  jestem po prostu cholernie szczęśliwy.
- Widać. Bonnie?
- Tak. Jestem zakochany.
- To wspaniale. Lou co ja mu mogę kupić?
- Niech pomyślę. Kamerę kup mu kamerę, którą będzie mógł nagrywać swoje dzieci.
- Niezły pomysł. Jutro przejadę się do sklepu. Dzięki Lou. 
Pocałowałam chłopaka w policzek i wysiadłam z samochodu. Weszłam do domu, gdzie panował lekki bałagan. W salonie rozłożone było wielkie płótno i we trójkę po nim malowali. Byli cali w farbie.
- Co robicie?
- Pomagamy odrobić pracę domową dla Jo- odpowiedział mi Harry. 
Podszedł do mnie, z tym swoim uśmiechem. Całą twarz miał niebieską. Złapał moją twarz w dłonie i pocałował.
- Do twarzy ci w tym niebieskim- stwierdził podnosząc swoje ręce do góry, całe były upaćkane w niebieskiej farbie.
- Ubrudziłeś mnie. Nie daruję ci tego.
Udając obrażoną poszłam się umyć. Zostawiłam Harry’ego z dziewczynkami. 
Urodziny Harry’ego
Przez cały dzień udawaliśmy, że nie pamiętamy o jego urodzinach. Nawet Asię i Darcy wkręciliśmy w nasz plan. Wieczorem pojechaliśmy do chłopaków, bo tam miała być impreza. Weszliśmy do środka i wszyscy zebrani krzyknęli „Niespodzianka”.
- Wszystkiego najlepszego kochanie- powiedziała przytulając go.
- Myślałem, że zapomnieliście.
- Nie tatusiu.
Po imprezie wróciliśmy do domu. Siedziałam w łazience i zmywałam makijaż kiedy poczułam straszliwy ból. Miałam nadzieję, że zaraz minie. Poczułam jak woda płynie mi po nogach. Wyszłam z łazienki.
- Harry wody mi odeszły- powiedziałam do niego.
Chłopak szybko zerwał się z łóżka i sprowadził do samochodu. Dobrze, że moja torba była spakowana już od tygodnia. Był to dziewiąty miesiąc i mogłam urodzić w każdej chwili.
- Lou możesz do nas przyjechać, trzeba popilnować dziewczynek… No tak jadę właśnie do szpitala… Śpią… Tak zadzwonię.
Harry
Lekarz stwierdził, że trzeba wykonać cesarskie cięcie. Zostałem wyproszony z Sali. Chodziłem w tą i z powrotem po korytarzu. Nie przeżyję jak historia znowu zatoczy koła.  W końcu wyszła do mnie pielęgniarka.
- Ma pan córkę i syna- powiedziała a ja odetchnąłem z ulgą.
- A Lili?
- Żona też czuje się dobrze. Niedługo będzie pan mógł ich zobaczyć. 
Z radości to aż przytuliłem pielęgniarkę. Kobieta niepewnie odwzajemniła uścisk. Z uśmiechem odeszła. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do chłopaków. Pół godziny później mogłem do nich wejść. Lili leżała na łóżku, a w metalowym łóżeczku leżały moje bliźniaki. Jako, że Lili spała podszedłem do nich. Nie mogłem oderwać oczu od moich skarbów.
- Śliczne są.
- Nie śpisz?- zdziwiłem się.- Bo nasze.
Podszedłem do jej łóżka i pocałowałem ją w usta. Moja piękna żona, moje całe szczęście. 
- Wiesz ja ich jeszcze dokładnie nie widziałam.
- To zaraz obaczysz. 
Najpierw na ręce wziąłem naszą córeczkę, podałem ją Lili i sam trzymałem naszego synka. Oboje smacznie sobie spali.
- Wiesz na pewno nie zapomnisz o ich urodzinach- zaśmiała się Lili.
- Urodzili się dzień później niż ja. To chyba był najwspanialszy prezent jaki dostałem.
- Darcy będzie zazdrosna. Tak samo powiedziałeś o jej rysunku. 
- To jej nie powiemy- stwierdziłem i pocałowałem ją w usta.- Jak je nazwiemy?
- Myślałam nad Eric i Samanta .
- Bardzo ładnie- zgodziłem się.- Eric i Samanta Styles.



Jak się podoba prezent dla Harry'ego?? Sorry, że tak długo musieliście czekać na rozdział, ale cały tydzień nie miałam internetu. Mile widziane komentarze i do następnego. \

sobota, 8 czerwca 2013

27. Bonnie

Liliana
Dzisiaj Louis miał nam wszystkim przedstawić swoją nową dziewczynę Bonnie. Stałam przed lustrem i się ubierałam.
- Wyglądam grubo- powiedziałam do Harry'ego.
- Nie prawda.
- Jesteś ślepy czy jak? Harry ja własnych stóp nie widzę.
- Wiesz, że nie jesteś tam sama. 
- Ale i tak jestem gruba.
Harry podszedł do mnie i namiętnie pocałował. Jego ręce znalazły się na mojej tali. Delikatnie przyciągnął mnie do siebie.
- Cholernie mnie pociągasz.
Pocałował mnie jeszcze raz i wyszedł z łazienki. Uśmiechałam się sama do siebie i skończyłam się ubierać. Gotowa zeszłam na dół. W salonie na kanapie siedziała jakaś brunetka i Louis. Pasiasty wstał z kanapy i podszedł do mnie.
- Cześć piękna- powiedział całując mnie w policzek.- Chodź. Bonnie kochanie poznaj moją drugą miłość Lilianę.
- On żartuje. Jestem Lili.
- Już się przyzwyczaiłam, że on ze wszystkiego żartuje. Bonnie.
- Lou widziałeś gdzieś dziewczynki?
- Obie księżniczki dostały prezenty i poszły bawić się na górę. Obie są zachwycone nową ciocią. Twój mąż jest w kuchni, sam sobie wszedłem.
- Jak zwykle Louis. Reszta zaraz powinna być.
Na zawołanie do domu wpadła pozostała trójka. Każdy z chłopaków mnie przytulił i ku zaskoczeniu Bonnie ją też wyściskali.
- Lili a co będzie do jedzenia?
- Pytaj Hazzy on gotuje, ja mam dziwny gust.
Obiad miną w cudownej atmosferze. Bonnie to bardzo miła dziewczyna i bardzo pasuje do Louisa. Leżałam na łóżku i czekałam, aż Harry wyjdzie z łazienki.
- Jak moje bliźniaki?- zapytał kładąc mi rękę na brzuchu.
- Wiercą się strasznie. Ale jeszcze dwa miesiące.
- Za trzy miesiące będę mógł patrzeć na nasze dzieci. Właśnie trzeba im pokój zrobić.
- To jutro, teraz jestem strasznie zmęczona.
Cały dzisiejszy dzień spędziłam na zakupach. Najpierw z Harry'm wybieraliśmy meble do pokoju dla bliźniaków, później z Danielle kupowałyśmy dla nich ciuszki.
- Jak to jest, że tylko Harry dorobił się dzieci?
- No cóż Harry i Julie oni byli w sobie tak po uszy zakochani. Ona chciała mieć dziecko, a on pragnął tylko jej szczęścia. Żadne z nich nie pomyślało, że tak to się skończy. Z drugiej strony Louis i Eleanor rozchodzili się i wracali do siebie. Niall nie ma dziewczyny, Zayn też.
- A ty i Liam?
- Nigdy nie rozmawialiśmy o tym. 
- A chciałabyś?
Popatrzyła na mnie i szeroko się uśmiechnęła.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.

Krótki, do bani i w ogóle możecie mi urwać głowę, że mnie tak długo nie było. Mile widziane komentarze i do następnego.

piątek, 31 maja 2013

26. Odwołany ślub

Liliana
Siedziałam sobie w salonie i pisałam. Harry i dziewczynki pojechali na basen. Upiłam łyk herbaty i z powrotem zatraciłam się w swoim zajęciu. Do domu ktoś wszedł. Podniosłam oczy znad swojego zeszytu na Louisa. Chłopak ostatnio był jakiś nieswój. Jak dla mnie on nie był zadowolony z tego szybkiego ślubu. 
- Nie ma Harry'ego- powiedziałam.
- To dobrze- stwierdził Louis siadając na kanapie.- Mam problem.
- Widać.- Zamknęłam zeszyt i odłożyłam go na stolik.-  Co jest? Bierzesz ślub, a nie skaczesz z radości.
- Bo nie jestem szczęśliwy. Oświadczyłem się bo myślałem, że to nas uratuje, ale popełniłem błąd.
- Co? Dlaczego?
- Lili ja jej już nie kocham. Teraz znowu wyjechała i wcale mi to nie przeszkadza. Cały ten ślub teraz jest na mojej głowie. Do tego zakochałem się. 
- Dobra, a w kim?
- W dziewczynie, która pomaga mi przy ślubie.
- Louis to szaleństwo. Może to zwykłe zauroczenie.
- Wiem, że to szaleństwo, ale nie umiem przestać o niej myśleć. Szukam pretekstu, żeby spędzać z nią czas.
- Ślub jest na całe życie i jeżeli nie kochasz Eleanor to zatrzymaj tę machinę. Jeżeli się zakochałeś, no cóż na to ja nic nie poradzę. 
Objęłam go ramieniem, w tym samym momencie do pokoju weszła Eleanor. Była zła i chyba słyszała naszą rozmowę.
- Nie wierzę, że to mówisz, przecież jesteś moją przyjaciółką. 
- On ma wątpliwości, a ślub powinno brać się z miłości.- zaczęłam go bronić.
- Odezwała się. Ty wzięłaś ślub dla kasy.- zabolały mnie jej słowa. Louis podniósł się z kanapy. Wyglądał na wściekłego.
- El nie wciągaj jej w to- powiedział w marę spokojnie.
- Nie wciągaj. Sama się w to wciągnęła. Ona wzięła ślub dla pieniędzy Harry'ego, a teraz udziela rad. 
- Eleanor licz się ze słowami.- Jeszcze Harry'ego brakowało do kompletu.- Nadal jest to moja żona.
- Żona, która zdradza cię z najlepszym przyjacielem. Harry jesteś pewien, że to twoje bliźniaki?
- Tak, jestem pewien.
- Ja na twoim miejscu bym nie była taka pewna, to przecież zwykła dziwka.
- Louis stary wiem, że to twoja narzeczona, ale nie pozwolę obrażać mojej żony.
- Nie krępuj się.- powiedział Louis.
- Ty jesteś dziwką, chodzi ci o kasę. Zdradzasz go na prawo i lewo. Tolerowałem cię w moim domu tylko ze względu na Louisa, ale miarka się przelała. Wiesz gdzie są drzwi, czy mam ci pokazać?
- Wiem-odpowiedziała.- Mnie się od tak nie zostawia.- Powiedziała do Louisa i wyszła.
Wypuszczając głośno powietrze oparłam się o kanapę. Tego się po niej nie spodziewałam.
- Harry ja się nie zakochałem w Lili- powiedział Louis.
- Wiem. Lili kochanie strasznie blada jesteś- stwierdził.-
- Po prostu się zdenerwowałam. Pójdę się położyć.
Wstałam z kanapy i skierowała się w stronę schodów. Harry zatrzymał mnie i pocałował. Uśmiechnęłam się delikatnie i poszłam na górę.
Harry
Louis stał na środku pokoju z rękoma w kieszeniach. Byłem oszołomiony sytuacją jaka miała miejsce przed chwilą. 
- Piwo? Ja się muszę napić.
Poszedłem do kuchni i z lodówki wyjąłem dwie butelki. Jedną podałem Louisowi, który poszedł za mną.
- Zdradzała mnie?
- Kilka razy widziałem ją z innym.
- A ja czułem się winny.
- Dobra, kim jest ta dziewczyna?- zapytałem.
- Bonnie Brown, pomagała mi przy ślubie- odpowiedział.
- Nieźle pomagała ci przy tym ślubie- zaśmiałem się.
- Mogę zostać u was, u mnie jest Eleanor.
- Jasne nie ma sprawy. Idę do Lili.
- Przeproś ją ode mnie.- powiedział.
- Stary nie masz za co przepraszać. To Eleanor powinna przepraszać.
Skierowałem się na górę. Moje kochanie leżało na łóżku przykryta kocem. Obszedłem łóżko i usiadłem na skraju. Płakała. Pochyliłem się i otarłem jej łzy.
- Kochanie nie płacz.
- Żądzą mną hormony, ciągle płaczę.
- Dobrze.
Położyłem się obok niej i objąłem ją w tali. Rękę płożyłem na jej brzuchu.
- Harry gdzie są dziewczynki?- zapytała.
- Liam i Danielle bawią się w rodziców.- odpowiedziałem.
- Jak Louis?
- Zostaje u nas. Kochanie nie przejmuj się już. Kopią jak szalone.- zaśmiałem się czując ich kopnięcia.
- Tak. Hazza głodna jestem.
- Zamówię pizzę.


Jakiś mi nie wyszedł. Mile widziane komentarze i do następnego.

czwartek, 23 maja 2013

25. Rodzinne święta

Liliana 
- Bierzemy ślub- powiedziała Eleanor.
- To wspaniale.
- W sylwestra- dodał zadowolony Louis.
- Skąd ten pośpiech?- zapytał Harry.
- Tak jakoś. 
- Gratulacje- oboje zaczęliśmy ich przytulać.
- Chcemy też, żebyście byli świadkami.
Spojrzałam zaszokowana na parę. Louis wcale nie wyglądał jakby żartował. Pierwszy ockną się Harry.
- Bardzo nam miło- stwierdził i przytulił przyjaciela. Poszłam w jego ślady.
Na zewnątrz czekała na nas limuzyna. Pojechaliśmy nią pod salę. Harry pomógł mi zdjąć płaszcz i zniknęliśmy w tłumie gości. Każdy mi gratulował, a Hazza nie odstępował mnie na krok. Usiedliśmy do stołu aby coś zjeść.
- No i widzisz fajnie jest, a ty nie chciałaś iść.
- Bolą mnie już plecy. Z chęcią bym już wróciła do domu.
- Dla mojej księżniczki wszystko.
Harry złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę wyjścia.
Wigilia
Na święta przyjeżdżają do nas rodzicie Harry'ego. W legginsach i koszulce Harry'ego piekłam ostatnie ciasto. Chłopak i dziewczynki mieli za zadanie ubrać choinkę. Ciasto było upieczone, a ja poszłam na górę się przyszykować. Wzięłam prysznic i ubrałam się w czarną sukienkę, na nogi założyłam czerwone szpilki. Gotowa wyszłam z łazienki. W sypialni siedział Harry ubrany już w garnitur.
- Pięknie wyglądasz.- Stwierdził.- Mam coś dla ciebie.
- Harry nie trzeba.
- Kochanie nie marudź, są święta i chcę ci dać prezent.
Na szyji zapiął mi piękny naszyjnik z serduszkiem. Odwróciłam się do niego przodem i delikatnie pocałowałam.
- Ja też mam coś dla ciebie.
- Jesteś wystarczającym prezentem.
- Ale i tak mam dla ciebie prezent. 
Podałam mu jeden z moich notesów. Spojrzał na mnie zaszokowany.
- Napisałam coś nowego i specjalnie dla ciebie przetłumaczyłam na angielski. 
- Naprawdę, myślałem że nie lubisz jak czytam twoje książki.
- Chciałam zrobić wyjątek.
Pocałowałam go w usta i wyszłam z pokoju zostawiając go samego. Na dole w salonie bawiły się wyszykowane dziewczynki. Zaczęłam rozkładać naczynia na stole. Zostało tylko czekać na rodziców Harry'ego. Usiadłam na kanapie kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Babcia.
 Z podłogi zerwała się Darcy i zaczęła biec w stronę drzwi. Ze śmiechem poszłam za nią otworzyć drzwi.  Przywitałam się z Ann i Robinem. 
- Ja pójdę po Harry'ego.
- No właśnie gdzie on zniknął?
- Czyta.- odpowiedziałam.
Na twarzach rodziców Harry'ego malował się szok. Uśmiechając się pod nosem poszłam na górę. Miło spędziliśmy wspólną Wigilię. Dziewczynki były zadowolone z masy prezentów. Rodzice także. 
- Możecie przenocować u nas.- powiedziałam.
- Nie będziemy siedzieć wam na głowie.
- Z wami, jak wam przetłumaczyć, że nie będziecie przeszkadzać.
- Wrócimy do domu. Trzymajcie się.
Razem z Harry'm zaczęliśmy sprzątać, dziewczynki dawno już spały. Kiedy naczynia były w zmywarce my także poszliśmy spać. W nocy obudził mnie jakiś hałas.
- Harry ktoś jest na dole.- powiedziałam budząc męża,
- Co? Już sprawdzam.
Harry wstał z łózka i zaspany zszedł na dół. Poszłam za nim. Po cichu schodziliśmy na dół. Chłopak podszedł do postaci stojącej w salonie i oboje zaczęli się szarpać. Ja byłam mądrzejsza i zapaliłam światło. Harry zdziwiony spojrzał na naszego włamywacza.
- Louis czy ciebie do reszty pogięło?- zapytał.
Włamywaczem był nasz przyjaciel przebrany za Świętego Mikołaja. Zaczęłam się śmiać. 
- Chciałem wam tylko prezenty przynieść. Dostałem we własne urodziny.
- Nikt nie kazał ci się skradać.- zauważył Harry.
- Lili może chociaż ty docenisz moje poświęcenie.
- Docenię Mikołaju.
Podeszłam do chłopaka i go przytuliłam. Miał nawet brodę.
- Wiesz co ale ta twoja biała broda mnie kuje.
- Sorki.
Teraz broda na gumce znajdowała się z drugiej strony jego głowy. Oboje z Harry'm zaczęliśmy się śmiać.



W końcu udało mi się przepisać. Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Mile widziane komentarze i do następnego.